STUDIUM NAD BITWĄ – Ardant du Picq

20161125_195134

W 2012 oraz w 2015 roku staraniem oświęcimskiego Wydawnictwa NapoleonV ukazał się reprint przedwojennego, polskiego wydania klasycznej już pracy francuskiego płk. Charlesa Ardanta du Picqa „Studium nad bitwą„.

Autor był oficerem francuskiej armii, uczestnikiem dwóch wojen (krymskiej i francusko-pruskiej) oraz dwóch kampanii kolonialnych (Algieria i Syria). Zginął 16 sierpnia 1870 w bitwie pod Mars la Tour.

Fenomen pracy du Picqa polega na poświeceniu całej publikacji psychologicznym aspektom walki i decydującemu, zdaniem autora, wpływowi morale na ostateczny wynik starcia. Zaznaczyć należy, iż pierwsze, w dodatku niepełne, wydanie tej książki ukazało się dopiero 10 lat po śmierci pułkownika. Od razu zyskał on rzesze „wyznawców”, a jego teorie stanowiły podwaliny francuskiej doktryny offensive à outrance. Do dziś zajmuje poczesne miejsce w anglojęzycznych publikacjach na temat wojskowości przełomów XIX i XX wieku.

Książka składa się z dwóch zasadniczych części: walki starożytnej i walki nowoczesnej. Każda z nich podzielona została na rozdziały. W części pierwszej jest ich siedem, z czego dwa poświęcone analizie bitew pod Kannami i Farsalos, a trzy mechanizmowi i wyszkoleniu w czasach starożytnych. Jeden jest wstępnym i dotyczy walki „ludzi pierwotnych” a ostatni stanowi podsumowanie. W części drugiej mamy sześć rozdziałów: pierwszy, najważniejszy i zarazem najbardziej ogólny, trzy kolejne dotyczą roli podstawowych rodzajów broni na współczesnym autorowi polu walki, piąty roli sztabów, dowództwa i administracji a ostatni instytucji społecznych i wojskowych oraz temperamentów narodowych. Na końcu znajduje się dodatek w postaci wyboru tekstów autorów antycznych i korespondencji autora z różnymi oficerami, uczestnikami starć podczas wojny krymskiej i francusko-austriackiej w 1859 roku. Całość liczy 134 strony dosyć trudnego tekstu. Niestety, ponieważ mamy do czynienia z reprintem, w wydaniu, którym ja dysponuję (2012), jest wiele literówek wynikających z przystosowywania zapewne skanów wydania z 1927 roku do nowej edycji. Nie umniejsza to przyjemności lektury, ale niektóre „wpadki” są zabawne.

Myśl przewodnią książki autor ujawnia już na początku, we „Wstępie”. Twierdzi on, że skoro naczelnym celem wojska jest walka, a człowiek zasadniczym jej narzędziem, to dopiero poznanie podstawowego instrumentu pozwoli zorganizować wojska, zapewnić odpowiednią organizację i taktykę, wytworzyć karność i spoistość oddziałów. Ta analiza człowieka pod kątem jego działania w warunkach zorganizowanej walki przewija się przez całą pracę. Oczywiście zawiera ona także elementy taktyki, organizacji, pracy sztabów, roli dowódców oraz bardzo ważny i często bagatelizowany element postrzegania wojska przez społeczeństwo i relacji armia – cywile. Wszystko to jednak są dodatki do analizy zachowania żołnierza podczas bitwy. Chęć zachowania życia, strach kierujące człowiekiem podczas walki, przełamywane pozytywną motywacją oraz karnością i spoistością wynikającą z doświadczenia – przewijają się na kartach bardzo często, począwszy od pierwszego rozdziału pierwszej części. Analiza zachowania zachowania żołnierza, generalnie trafna, prowadzi jednak pułkownika czasami do błędnych wniosków, tak na gruncie psychologii, jak i na jej styku z aspektami czysto wojskowymi. Afirmantom francuskiego oficera te niedociągnięcia bardzo często umykają.

Przede wszystkim inaczej przedstawiał się w starożytności i średniowieczu etos wojownika/żołnierza niż widzi to autor. W analizie reakcji żołnierza du Picq zauważa bardzo ważny czynnik, jakim jest prozaiczna niechęć do zabicia bliźniego (choć inaczej go interpretuje). W połowie XIX wieku i w latach następnych, wraz z rozwojem edukacji, praw i swobód obywatelskich, humanitaryzacją systemów prawnych, coraz większą świadomością społeczną, wiedzą medyczna itp. częściej występowała niechęć żołnierzy do zabijania siebie. Nie bez wpływu pozostawał tu także rozwój techniczny środków walki. Wręcz podręcznikowy przykład takiej sytuacji przedstawia na pierwszej stronie książki. Tymczasem, jak wynika z ustaleń Marshalla, Holmesa czy Grossmana, taka postawa nie ma nic wspólnego ze strachem.  Du Picq popełnia ten sam błąd co współcześnie płk David Grossman – uważa, że natura ludzka jest niezmienna, a zmienne są tylko czynniki zewnętrzne. Im dalej bowiem cofniemy się w czasie, tym mniejszy będzie poziom „tolerancji” dla bliźniego. Jeszcze na przełomie XVIII i XIX wieku powszechne było w  państwach niemieckich wieszanie dzieci za przestępstwo kradzieży. W średniowieczu czy starożytności publiczna egzekucja stanowiła rozrywkę. Nie wspomnę o masakrach ludności miejskich czy autochtonów podbijanych terytoriów. Oczywiście i wśród żołnierzy byli tacy, którzy temu krwawemu szaleństwu nie poddawali się, ale większość zdecydowanie tak. Także przekroczenie pewnego poziomu poszanowania przeciwnika będzie rodziło chęć odwetu i ostatecznie wytrwanie w postanowieniu „walki do końca”, czego przykładem jest front wschodni i niemiecki Wehrmacht. Warunki społeczno-socjologiczne w jakich żyli ludzie w starożytności i średniowieczu z powodzeniem można odnieść do współczesnych spostrzeżeń ludzi zajmujących się przemocą. Dostrzegli oni oczywisty związek między tym, co jest nam przedstawiane (otacza nas w przekazach medialnych), a  przemocą w społeczeństwie. W ówczesnych warunkach ludzi zewsząd otaczała przemoc, która także była formą rozrywki (dziś różne ważne agendy, na podstawie tysięcy badań, chcą ograniczenia przemocy w mediach i grach elektronicznych z uwagi na kształtowanie wzrostu agresywnych zachowań u dzieci oraz ich znieczulicy na przemoc). W konsekwencji przemoc była czymś powszechnym a jej stosowanie postrzegano jako objaw siły. Tym samym starcie piechoty nie trwało wcale tak krótko, jak twierdzi autor. Jego twierdzenia są w tym zakresie sprzeczne. Skoro wyczerpanie moralne jest tak wielkie, że starcie jest wyjątkowo krótkie, to po co zmiana legionistów? Pominę tu oczywiście zupełnie już zdezaktualizowane jego wyobrażenia o wojskowości greckiej i rzymskiej (po jego śmierci nauka w tym zakresie bardzo się rozwinęła). Liczne, niebudzące wątpliwości przykłady dowodzą, że bitwy trwały wiele godzin. Ataki ponawiano często falowo. Wówczas zmiana na pierwszej linii jest konieczna. Faktycznie niewielu wytrzyma tak długo napięcie wywołane walką w jej najtrudniejszej postaci – walki bezpośredniej. Także straty w takim bezpośrednim starciu musiały być zdecydowanie wyższe niż uważa autor. Chodzi mi o fazę rzeczywistej walki,  nie o całe starcie zakończone ucieczką którejś ze stron. Nie budzi wątpliwości, że podczas ucieczki następowała rzeź. Należy jednak brać pod uwagę, że obie strony z tego oczywistego faktu sprawę sobie zdawały (tzw. „efekt pogoni” lub „łowcy”).  Stąd nie ma podstaw by wątpić w twierdzenia Ksenofonta, Tukidydesa czy Cezara na temat przebiegu walki. Zupełnie nietrafione są poglądy du Picqa w stosunku do Japończyków.

Du Picq dostrzega, że zorganizowana walka niesie ze sobą oddziaływanie na dwóch płaszczyznach – moralnej i materialnej. Nie docenia jednak czynnika materialnego. Ewolucja walki nastąpiła w kierunku, który on wykluczył – obecnie podstawowy sposób jej prowadzenia polega na wymianie ognia. W jego ocenie karność i spoistość oddziału, jako pozytywna motywacja działania żołnierza, pozwolą, mimo przewagi materialnej obrońcy uzyskać pożądany efekt przełamania. Jako przykład podaje on wojnę secesyjną i brak zwartości oddziałów amerykańskich, które wg niego miały prowadzić walkę na dużą odległość. Nic bardziej błędnego – amerykańskie oddziały rekrutowane regionalnie miały wielką spoistość a walkę prowadziły na napoleońskie dystanse kilkudziesięciu metrów. Du Picq nie rozumiał, że siła niszcząca współczesnej mu broni prowadzi do kolosalnych strat w ataku. Jedynie równowaga polegająca na zapewnieniu odpowiedniego zabezpieczenia materiałowego, niweczącego przewagę obrońcy, i odpowiedni duch pozwolą osiągnąć sukces. Mogło to wynikać w istocie z niewielkiego doświadczenia bojowego autora. Jedyną wielką bitwą, w której uczestniczył, była ta pod Mars la Tour. Reszta jego doświadczeń to zwalczenie grup Beduinów i uczestnictwo w oblężeniu Sewastopola.

Jako zupełnie nietrafione uznać należy wnioski francuskiego pułkownika na temat kawalerii. Praktycznie w całości opierają się na literaturze XIX-wiecznej (Jomini, Nolan) i wcześniejszej (Ksenofont). Co więcej stoją one w sprzeczności ze spostrzeżeniami naszego rodaka gen. Ignacego Prądzyńskiego. Du Picq nie widział żadnego starcia kawalerii z kawalerią, nie rozumiał postępującej marginalizacji jej znaczenia i roli na nowoczesnym polu bitwy (w końcu stała się poruszającą się konno piechotą).

Jeszcze miałbym kilka uwag do tez autora. Nie dotyczą one jednak głównego nurtu jego pracy (moim zdaniem Du Picq nie rozumiał operacyjnego poziomu wojny, zdezaktualizowały się jego uwagi o taktyce itp.) i nie ma powodu aby je tu rozwijać.

Podsumowując, bez względu na to czy książkę jedynie przeczytamy czy też będziemy z nią pracować, należy pamiętać, że Du Picq nie dostrzega wszystkich elementów, jedne przecenia a innych nie docenia.  Biorąc pod uwagę czas powstania pracy, tym razem powstrzymam się od jej oceny. Jako że jest to pozycja klasyczna, każdy interesujący się historią wojskowości powinien się z nią zapoznać.

Książka dostępna w dwóch wydaniach: w twardej, lakierowanej okładce i miękkiej. Można ją nabyć u wydawcy i w księgarni internetowej Fort Gier.

http://fortgier.pl/p/33/24327/studium-nad-bitwa-miekka-oprawa—publikacje-przekrojowe-ksiazki-ksiazki-historyczne.html

Reklamy

POWSTANIE CYWILISA 69-70. Agnieszka Bartnik

bartnikpowstanie

Prezentowana pozycja ukazała się staraniem zabrzańskiego wydawnictwa InfortEditions w 2011 roku w ramach serii Pola bitew. Celem pracy było przybliżenie czytelnikom losów powstania germańskiego plemienia Batawów znanego w naszej historiografii, od imienia przywódcy, Powstaniem Cywilisa. Zryw Germanów miał miejsce podczas trudnego dla Rzymu okresu zwanego „rokiem czterech cesarzy”.

Książka liczy 84 strony. Zawiera 9 map i schematów. Podzielona została na wstęp, cztery rozdziały i zakończenie. We wstępie przedstawiono cel pracy. Pierwszy rozdział prezentuje sytuację polityczną w Imperium w pierwszej połowie I wieku n.e.. Kolejny to krótki opis walk czterech pretendentów o cesarską purpurę. W trzecim rozdziale Autorka opisuje przebieg tytułowego powstania. Ostatni rozdział to lakoniczne przedstawienie konsolidacji państwa po zwycięstwie Wespazjana. Redakcja pracy jest niestety mocno przeciętna, mówiąc eufemistycznie. Na 84 stronach znalazłem blisko 20 literówek. Dodatkowo, w trakcie lektury odniosłem wrażenie, że niektóre partie tekstu zostały „pocięte”, co powoduje zupełną nieczytelność fragmentów książki. Szczególnie dotyczy to drugiego rozdziału, gdzie często opisy są zupełnie niekompatybilne z załączonymi mapami.

Temat powstania jest niewątpliwie ciekawy. Niestety Autorka nie podołała zadaniu. Praca zawiera wiele błędów merytorycznych, w tym wręcz kuriozalne. Mamy więc w całej książce Legion Vitrix (co nic nie znaczy) zamiast Legion Victrix (zwycięski). Pojawia się jakieś plemię Rokoksolanów (czy jakoś podobnie) zamiast Roksolanów. Pojawia się także żywiący nieustającą sympatię do Rzymian Kommiusz, który po swojej ucieczce do Brytanii szczerze nienawidził swych dawnych przyjaciół. Przy opisie przebiegu powstania wyraźnie widać, że Autorce brakowało koncepcji. Cały rozdział liczy ok. 30 stron, a blisko połowa to opis przyczyn zrywu Germanów. Niestety jest to ta połowa tekstu to wielokrotne powielanie tych samych argumentów. Gdyby rozdział „wycisnąć” to z 15 stron zostałoby jakieś 4-5. Przebieg działań wojennych bardzo lakoniczny, co zresztą wynika z niewielkiej ilości dostępnych nam źródeł.

Generalnie temat raczej na duży artykuł niż na książkę, nawet tak niewielkiej objętości. Dodatkowo Autorka polegał  na wielu polach. Moim zdaniem szkoda czasu na lekturę.

Moja ocena 1/6

ROGI HITTINU 1187 – Marian Małecki

473084-352x500

W 2010 roku zabrzańskie wydawnictwo InfortEditions oddało do rąk Czytelników pracę dr Mariana Małeckiego pod wyżej wymienionym tytułem. Książka ta przedstawia polityczno -historyczne tło oraz przebieg tytułowej bitwy, która przesądziła o losie państw chrześcijańskich na Bliskim Wschodzie. Ponieważ historia Bizancjum i państw Outmeru znajduje się w kręgu moich zainteresowań, z wielkim zainteresowaniem sięgnąłem po tę pozycję. I nie zawiodłem się!

Książka liczy 334 strony. Została podzielona na 8 rozdziałów, wstęp i zakończenie. Autor dodał także całkiem pokaźnych rozmiarów aneks z tekstami źródłowymi na temat przebiegu bitwy. Pozycja opatrzona została 10 mapami oraz liczne fotografie wykonane przez samego Autora. Dodatkowo w pracy umieszczono 3 kolorowe, bardzo ładne, rysunki wojowników z epoki. Strona edytorska bardzo dobra. W całej pracy znalazłem raptem kilka drobnych literówek. Lektura całości – to była dla mnie czysta przyjemność.

Muszę przyznać, że jak na pracę popularno-naukową (z zdecydowanym akcentem na „naukową”), Autorowi udało się zachować ciągłość narracji niczym w utworze beletrystycznym. Jednocześnie idealnie zachował proporcje między wprowadzeniem do tematu (synod w Clermont, I Krucjata itd. okres rozkwitu Królestwa Jerozolimskiego – dwa pierwsze rozdziały tj. ok. 98 stron) a zagadnieniami stricte poprzedzającymi opisywaną bitwę i sam jej przebieg (100 stron w trzech rozdziałach). Aby jeszcze jaskrawiej przedstawić te powiązania, zaznaczę, że okres od 1095 roku  do 1174 przedstawiono na 98 stronach. Kolejne 7 lat na 38 stronach, a przebieg samej bitwy na 62. W szóstym rozdziale autor przedstawia oblężenie Jerozolimy i jej upadek oraz inne wydarzenia prowadzące do III Krucjaty. Dwa ostatnie rozdziały prezentują najnowszy stan badań nad ruchem krucjatowym oraz aspekty prawne obecności państw krzyżowców na Bliskim Wschodzie.

Sam opis bitwy jest bardzo klarowny, opatrzony mapami. Każdy etap starcia jest przedstawiony w sposób logiczny a narracja prowadzona wartko, fachowo i ciekawie. Autor nie unika trudnych kwestii, prezentując swoje poglądy. Jedyne czego mi zabrakło to przedstawienia wojskowości stron konfliktu w syntetycznej, ale jednak zdecydowanie bardziej rozbudowanej formie, niż ma to miejsce w książce. Marian Małecki prezentując obie armie poświęca sztuce wojennej raptem 2,5 strony. Praktycznie w sposób minimalny potraktowano taktykę przeciwników. To zdecydowanie, w mojej ocenie, za mało, aby uznać temat bitwy na najbliższą dekadę za wyczerpany. Jest to jedyne zastrzeżenie, jakie zgłaszam do tej pracy.

Bardzo ciekawymi okazały się dwa ostatnie rozdziały. Co prawda w drugiej połowie pierwszej dekady XXI stulecia ukazało się w naszym kraju kilka dobrych prac traktujących o krucjatach, lecz wszystkie miały charakter przekrojowy, lub dotyczyły konkretnych wypraw. Żadna jednak nie przedstawiała w tak kompleksowy sposób stanu badań jak też nie prezentował prawnych konotacji obecności Franków na Bliskim Wschodzie. Nie wnikając w szczegóły, musiałem zweryfikować trochę informacji, zapamiętanych jeszcze z prac Stevena Runcimana. Bardzo dobrze, że zabrzańskie wydawnictwo kontynuuje badania nad państwami krzyżowymi w serii „Szlakiem krucjat„.

Podsumowując, jest to praca świetna, zdecydowanie warta przeczytania nie tylko przez pasjonatów wojskowości, ale także miłośników krucjat czy średniowiecza w ogóle.

Moja ocena 5,5/6

CIVITA CASTELLANA 1798 – Marian Witasek

fa612dc61812ba0df95f0988b54eccbf

W 2007 roku nakładem Domu Wydawniczego Bellona ukazała się tytułowa praca autorstwa Mariana Witaska. Wbrew tytułowi, książka traktuje o całej  wojnie pomiędzy rewolucyjna Francją a Królestwem Obojga Sycylii, która wybuchła 23 listopada 1798 roku i doprowadziła do upadku Burbonów neapolitańskich. O tytułowej, i wcale nie najważniejszej bitwie tej wojny, jest raptem 10 stron.

Praca, jak na serię Historyczne Bitwy, jest całkiem obszerna, liczy sobie bowiem  324 strony. Dołączono do niej 4 czarno-białe mapy. Książka została podzielona na 23 rozdziały i „rozdzialiki” różnej wielkości. Bardzo słabo prezentuje się bibliografia tej książki obejmująca 22 pozycje, w połowie z domeny publicznej. Nie jest to co do zasady zarzut, ale w tym przypadku, niestety, ma to negatywny wpływ na treść, o czym dalej.

Książka Mariana Witaska stanowi nieudane streszczenie pracy prof. Jana Pachońskiego Wojna francusko – neapolitańska z 1947 roku. Niestety jest to bardzo nieudane streszczenie (by nie użyć o wiele mocniejszego, pejoratywnego słowa), bowiem „tnie”  bardzo nieumiejętnie narrację pierwowzoru. Nie ma się zresztą czemu dziwić, skoro Jan Pachoński opis wojny zawarł w dwóch tomach liczących ponad 1000 stron łącznie, a tu autor zamknął cały opis, wraz z prezentacją wojsk na nieco ponad 320 stronach. Katastrofalnie prezentuje się rozdział o wojskach republikańskich – szczególnie w części dotyczącej armii Ancien Regime. Autor nic nie wie o zmianach, jakie zaszły w armii francuskiej po wojnie siedmioletniej. Nie są mu znane rozważania Guiberta, Bourceta czy de Broglie’go. Przypis nr 7 na stronie 39 to kompletna bzdura, nie znajdująca potwierdzenia w materiałach źródłowych (jak najbardziej „nie szlachcic” po 1758 roku mógł zostać oficerem, tyle że wykazując się postawą na polu bitwy. Szlachta miała wyłączność na edukację w szkołach wojskowych). Opis przemian w armii rewolucyjnej chaotyczny i niepełny. Bardzo dobry opis Legionów Dąbrowskiego (co nie dziwi – w bibliografii mamy monumentalne dzieło Pachońskiego). Przyzwoity opis armii neapolitańskiej, ale z krzywdzącą i opartą o stereotypy oceną jej kadry dowódczej.

Przebieg działań wojennych bardzo niekonsekwentny. W części dotyczącej udziału Legionów, bardzo taktyczny, w pozostałej w zasadzie ogranicza się do szczebla operacyjnego (co też nie dziwi – praca Pachońskiego o Legionach). Nelson urasta do roli szarej eminencji, a jego rola w wypadkach została wyolbrzymiona. Jest to wynikiem fatalnego doboru bibliografii. Autor, poza Pachońskim, korzystał z popularnej pracy  Bidwellów Admirał i kochanek – starej, bez przypisów i o niewielkiej bibliografii. Nie sięgnął po dość nową i wydaną w 2001 roku przez PIW popularno-naukową biografią angielskiego admirała pióra Christophera Hibberta. Bardzo krzywdząca ocena Marii Karoliny. Generalnie, warstwa polityczna książki obciążona jest blisko 70 letnią oceną Pachońskiego, która w świetle nowszych prac, nie wytrzymuje krytyki.

W całej pracy najwięcej miejsca poświęcono udziałowi Legionów w walkach. Zdecydowanie praca powinna nosić tytuł Legiony polskie w wojnie francusko-nepolitańskiej.

Również korekta w pracy „niedomaga”. Jest sporo lapsusów językowych i literówek.

Generalnie książki nie polecam. To samo, a piękniejszą polszczyzną i dokładniej, Czytelnik znajdzie we wspomnianych pracach prof. Jana Pachońskiego. Jedyna przyczyna, dla której można tę prace przeczytać, to trudności z dostępność wspominanych dzieł Pachońskiego.

Książka dostępna tylko na rynku wtórnym.

Moja ocena 2/6

WOJNY DACKIE 101-106 n.e. – Andrzej Dubicki

wojny-dackie-101-106-n-e-b-iext38689675

W 2013 roku zabrzańskie wydawnictwo InfortEdition udostępniło Czytelnikom pracę dr Andrzeja Dubickiego pod wyżej wymienionym tytułem.

Tematem przewodnim pracy są dwie kampanie cesarza Trajana przeciwko dackiemu państwu Decebala. Jest to pierwsza, i jak na razie jedyna w naszym kraju, publikacja o charakterze syntetycznym na temat obu kampanii. Do tej pory w Polsce ukazywały się jedynie artykuły przyczynkowe. Przy tym jest o tyle ciekawa, że nie napisał jej badacz, dla którego starożytność jest epoką wiodącą, a naukowiec zajmujący się przede wszystkim historią Rumunii.

Książka liczy 175 stron i została podzielona została na siedem rozdziałów, wstęp, zakończenie oraz aneksy. Rozdział pierwszy traktuje o Dakach. Przedstawiono w nim zarówno strukturę społeczną, jak i organizację i wyposażenie wojsk dackich. Drugi rozdział traktuje o wojskach rzymskich, ich organizacji i wyposażeniu. Trzeci rozdział to prezentacja najstarszych dziejów plemion dackich do czasów Flawiuszy. W kolejnym Autor przedstawia kampanie ostatniego dwudziestolecia przed wybuchem wojen dackich. Następne dwa rozdziały (piąty i szósty) to opis obu wojen Trajana z Decebalem i ostateczny upadek państwa Daków. W ostatnim rozdziale przedstawiono organizację nowej prowincji.

Odnoszą się do treści, należy stwierdzić, że liczba dostępnych źródeł o wojnach jest znikoma. Dzięki płaskorzeźbom z Kolumny Trajana i pracom archeologicznym możemy tę wiedzę uzupełnić. A. Dubicki wykorzystał w swojej książce mnóstwo prac rumuńskich, co należy zaliczyć na zdecydowany plus publikacji. Świetnie opracowany jest rozdziały o Dakach i ich dziejach. Również przebieg jednej i drugiej wojny został dobrze opisany. Zdarzają się lapsusy jak Łuk zamiast Kolumny Trajana. Brak jest też kilku ważnych zachodnich publikacji na temat Trajan i Kolumny Trajana.

Książkę czyta się dobrze. Język autora przystępny. Większych braków w zakresie redakcji nie stwierdziłem.

Książkę zdecydowanie polecam. Niestety pozycja dostępna jest jedynie na rynku wtórnym.

Moja ocena: 5/6

POLSKA BROŃ PANCERNA BLITZKRIEGU -Jamie Prenatt

108379404572328c8cc4bd

Bardzo ucieszyła mnie informacja, że Wydawnictwo Napoleon V nawiązało współpracę z Osprey Publishing. Prezentowana praca to owoc tej współpracy. Jest to pozycja nowa, gdyż w Wielkiej Brytanii ukazała się w zeszłym roku. Sięgnąłem po nią z wielkim zainteresowaniem, albowiem anglojęzyczne publikacje na temat naszej wojskowości są pobieżne i zazwyczaj zawierają różne nieścisłości.

Książka jest niewielka – liczy sobie 52 strony. Podzielona została na sześć rozdziałów i wstęp. Dodano załączniki o organizacji bojowej polskich wojsk pancernych. Bibliografia liczy ok. 30 pozycji, w 90% polskich autorów (m.in. Haber, Jońca, Lalak, Ledwoch, Szubański).

Autor przedstawia organizację polskich wojsk pancernych. Następnie przechodzi do omawiania kolejno konstrukcji i zarysu udziału w walce czołgów użytkowanych przez naszą armię, tankietek, samochodów pancernych, ciągników na podwoziu pojazdów pancernych. Kończy krótką analizą i wnioskami. W tekście nie znajdziemy żadnych nowych informacji.

Opis konstrukcji pojazdów oraz udziału w walkach jest w miarę poprawny. Format publikacji nakazywał przyjęcie bardzo syntetycznej formy. Nie obyło się bez kilku „wpadek”. Najistotniejsze to ocena przez Autora armaty 37 mm Puteaux SA 18 jako celnej i solidnej. W 1939 roku była to broń zupełnie przestarzała, o kiepskiej celności (rozrzut na dystansie 300 metrów był już ogromny, a na odległościach powyżej 500 metrów katastrofalny). Po drugie Mr. Prenatt nie ma świadomości, że priorytetowym zadaniem 47 mm armaty w naszych Vikersach E nie było zwalczanie broni pancernej a wsparcie piechoty (pominę tu taki szczegół, że ze względu na pancerz, czołg ten do tej roli się nie nadawał). W jednostce ognia do tego działa dominowały pociski odłamkowo-burzące. Ponadto przebijalność pancerza z tej armaty gwarantowała zniszczenie każdego pojazdu naszych przeciwników z odległości do 500 metrów.

Za zaletę pracy uznać należy także krótkie umówienie różnych konstrukcji prototypowych i eksperymentalnych powstających w toku eksploatacji pojazdów podstawowych.

W książce zamieszczono także bardzo dużo, dobrej jakości, fotografii. Kilkanaście z nich stanowiło dla mnie novum. Oczywiście, co charakterystyczne dla brytyjskiego wydawnictwa, mamy również piękne i barwne plansze.

Tłumaczenie i korekta bardzo dobre. Znalazłem jedną niedokładność związaną z oznaczeniami francuskich czołgów (jest Somua H 35 i Hotchkiss S 35 a powinno być Somua S 35 i Hotchkiss H 35).

Generalnie praca jest poprawna. Zdecydowanie jednak skierowana do czytelników dopiero zaczynających się interesować historią polskiej broni pancernej. Szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiem dlaczego Wydawnictwo z Oświęcimia zdecydowało się na wybór tej pozycji do tłumaczenia.

Moja ocena: 3,5/6

Książkę można nabyć u Wydawcy oraz w sklepie internetowym FortGier.pl

http://fortgier.pl/p/32/24551/polska-bron-pancerna-blitzkriegu—czasy-najnowsze-xx-xxiw-ksiazki-ksiazki-historyczne.html

10 Brygada Kawalerii w 1939 roku – Krzysztof M. Gaj

146803896552b9955364e95

W 2013 roku ukazała się staraniem Wydawnictwa Napoleon V praca płk. Krzysztofa M. Gaja o wojennej organizacji 10 Brygady Kawalerii pod wyżej wymienionym tytułem.

Jest to książka szczególna, w całości poświęcona zagadnieniom związanym z ze strukturą organizacyjną, liczebnością, wyposażeniem oraz kwestiom kwatermistrzowskim a związanych z postawieniem brygady na stopę wojenną.  Pozycja niezwykle cenna, gdyż taki sposób przedstawienia Wielkiej Jednostki doby Wojny Obronnej 1939 r. jest pionierskim na naszym rynku wydawniczym.

Książka została pięknie wydana. Twarda, kolorowa, lakierowana okładka zachęcają do zakupu. Wprawdzie format do czytania niezbyt poręczny – A4, ale po lekturze, biorąc pod uwagę załączniki, nie wyobrażam sobie innego. Książka liczy sobie 382 strony, z czego 198 tekstu i 175 załączników graficznych i tabel. Poza dwie wpadkami z zamieszczeniem nieprawidłowej tabeli na początku książki, nie stwierdziłem innych uchybień edytorskich (tabelki na stronach 35 i 38).

Praca została podzielona na 3 rozdziały, wstęp i zakończenie. Rozdział I poświęcony został strukturze brygady i oddziałom ze składu pokojowego. Kolejny rozdział to omówienie organizacji oddziałów przydzielonych brygadzie w ramach jej struktury wojennej. W ostatnim autor przedstawia pozostałe oddziały brygady, nawet takie, które nie powstały a były planowane.

Struktury wszystkich oddziałów brygady zostały przedstawione zarówno w formie tabel jak i załączników graficznych. Pozostaje jedynie żałować, że załączniki graficzne nie są kolorowe. Nie ma to znaczenia dla ich czytelności, ale po prostu ładniej by się prezentowały. Z drugiej strony z pewnością wpłynęłoby to na cenę książki.

Książkę czyta się bardzo dobrze. Miałem duże obawy o płynność lektury, ale język, którym operuje Autor jest naprawdę bardzo przystępnym. Dodatkowo Pan Pułkownik zawarł mnóstwo cennych informacji wyjaśniających bardziej dogłębnie kwestie organizacyjne. Nie bez znaczenia dla jakości języka jest zapewne i to, że Autor nie dość, że jest praktykiem, fascynatem polskich wojsk pancernych, naukowcem (doktor), to jeszcze niezwykle sympatycznym człowiekiem, potrafiącym opowiadać o swojej pasji w sposób wręcz zaraźliwy.

Opisując oddziały brygady, Autor prezentuje organizację osobową każdej jego komórki czy poddziału, uzbrojenia, liczbę amunicji zarówno w jednostkach ognia jak i w sztukach (w przeliczeniu na skrzynki, pudełka i liczbę koniecznych pojazdów transportowych), ilość i jakość wyżywienia, ilość olejów i smarów, wyposażenie w  środki mechaniczne, sprzęt radiowy i telefoniczny. Autor prezentuje wiele tzw. „smaczków”, które wpływają jego zdaniem na strukturę oddziału. Stąd mamy wiele dodatkowych informacji o armatach 37 mm, czołgach rozpoznawczych, lekkich, działach 40 mm, rozmieszczeniu oddziału w działaniu ofensywnym, defensywnym itp.. Autor nie boi się porównań do współczesnych rozwiązań, w zdecydowanie wielu przypadkach uznając te przedwojenne za lepsze od współcześnie obowiązujących w naszej armii (jako oficer czynnej służby być może będzie miał wpływ na jakieś zmiany). Nie waha się także przed dokonaniem oceny, tak obsady personalnej, organizacji, wyposażenia itp. Nie spekuluje też, jeśli nie ma odpowiedniej bazy źródłowej. Stąd poza informacją o zastąpieniu samochodów terenowych wz. 34 czeskimi Pragami, nie znajdziemy informacji o przyczynach tej podmiany. Autor ich bowiem nie znał (jak wyjaśnił, nie znalazł informacji o przyczynach zamiany w archiwach)

O dobrej książce można napisać niewiele – w zasadzie pogratulować autorowi i życzyć dalszej owocnej pracy. Tylko, że ta książka nie jest dobra. Ona jest WYBITNA. Dla mnie to absolutny must have dla osób interesujących się międzywojennym Wojskiem Polskim. Także cena, mając na uwadze zawartość, nie może zostać uznana za wygórowaną.

Podsumowując, pozycja którą trzeba mieć w swojej kolekcji. Ponieważ ocena jest tak wysoka, że nie mieści się w przyjętych przeze mnie kryteriach, tym razem bez punktacji 🙂

Książkę można kupić u Wydawcy oraz w księgarni internetowej Fort Gier.

http://fortgier.pl/p/32/23522/10-brygada-kawalerii-w-1939-roku–czasy-najnowsze-xx-xxiw-ksiazki-ksiazki-historyczne.html

W IMIĘ CESARZA!!! Kajety kapitana Coignet

87786401753a734572bb3d

W 2014 roku oświęcimskie wydawnictwo Napoleon V uraczyło miłośników epoki napoleońskiej tekstem Jean-Rocha Coignet pod ww. tytułem. Są to wspomnienia gwardzisty, który przeszedł drogę od żołnierza do oficera. Książka tym cenniejsza, że w naszym kraju wydaje się stosunkowo mało literatury wspomnieniowej z tego okresu. Zapewne spowodowane jest to nikłym zainteresowaniem czytelnika. Należy boleć nad tym faktem, bowiem tego typu literatura u wszystkich uczestników wojen napoleońskich jest niezmiernie bogata.

Memuary kpt. Coignet w edycji małopolskiego wydawcy prezentują się bardzo zachęcająco. Twarda, klimatyczna, błyszcząca okładka dla tej liczącej 233 strony pozycji stanowi bardzo dobry wybór. W tekście znajduje się kila rycin z epoki, w tym dotyczących naszego bohatera. Nie przypominam sobie jakiś wpadek edytorskich. Redakcja tłumaczenia bardzo dobra, tak jak i samo tłumaczenie.

Całość tekstu została podzielona na 9 rozdziałów („Kajetów”). Pierwszy to opis dzieciństwa (trudnego) przyszłego gwardzisty. Drugi to wcielenie do wojska, zamach 18 brumaire’a (9 listopada 1799 roku), kampania włoska 1800 roku do bitwy pod Montebello. W nasteępnym przedstawiono bitwę pod Marengo, okupację państwa weneckiego, pierwszy pobyt w Hiszpanii oraz wcielenie do gwardii. Czwarty to przygody garnizonowe i zaszczyty dla młodego gwardzisty, opis obozu w Boulogne i kampania austriacka. W kolejnym Coignet opisał swój udział w kampanii pruskiej, pobyt w Berlinie, pierwszą wojnę polską zakończoną traktatem tylżyckim, swoją promocję na podoficera, interwencję w Hiszpanii, wojnę 1809 roku. W szóstym mamy prezentację życia garnizonowego po zakończeniu wojny z Austrią. W siódmym opis kampanii rosyjskiej i promocję na oficera. W ósmym kampania niemiecka i awans na kapitana. W ostatnim okres restauracji Burbonów, „100 dni” i dalsze losy bohatera w cywilu.

Od razu muszę zaznaczyć, że Czytelnik, który spodziewa się licznych opisów starć z udziałem naszego gwardzisty, będzie rozczarowany. Jest bardzo mało opisów walk. Być może wynika to z faktu, że Coignet zabrał się za pisanie swoich wspomnień wiele lat po opisywanych wydarzeniach, posiłkując się przy tym „Historią Konsulatu i Cesarstwa” Thiersa. Jednak te, które są zadowolą najbardziej wybrednych ważnością szczegółów (opis „chłodzenia” rozgrzanej lufy, czy pozbawione głębszej refleksji wspomnienie „zakłuwania” austriackich grenadierów, wspomnienia cierpliwego wyczekiwania pod ciężkim ogniem artylerii pod Iławą). Przede wszystkim  to opis życia obozowego i garnizonowego, relacji między żołnierzem, podoficerem i oficerem w rewolucyjnej a później cesarskiej armii. Po lekturze tych wspomnień zupełnie inne spojrzenie mam na prace współczesnych historyków o armii francuskiej (szczególnie w zupełnie innej optyce staje dzieło Andrew Fielda Waterloo. The French perspective). Kilka kwestii bardzo mnie zaskoczyło podczas lektury Coigneta. Przede wszystkim jego wybitnie negatywny stosunek do Polaków i Hiszpanów z jednej strony, a nadzwyczaj przyjazny do Niemców z drugiej. Kolejna rzecz to słabe funkcjonowanie służby zaopatrzenia podczas kampanii (utkwił mi jakoś w pamięci obraz wielkiej dbałości Cesarza o swoją gwardię). Nawet gwardia cierpiała niedostatki. Czasem bawiło mnie podkreślanie własnej roli przez Coigneta 🙂 czasem rozbrajała nutka naiwności. Bardzo ciekawe są spostrzeżenia kapitana na temat samego Cesarza.

Reasumując, jest to bardzo dobra i ciekawa pozycja, wręcz obowiązkowa dla osób zainteresowanych epoką.

Moja ocena 5/6

Książka dostępna w sprzedaży u Wydawcy i w księgarni internetowej Fort Gier.

Rozwój sztuki operacyjnej 1740-1813. Claus Telp

rozwc3b3j-sztuki-operacyjnej-1740-1813

W 2012 roku oświęcimskie wydawnictwo Napoleon V  oddało do rąk czytelników pracę niemieckiego naukowca, poświęconą rozwojowi sztuki operacyjnej w okresie między wojnami śląskimi a kampanią niemiecką. Jest to bardzo dobra pozycja poświęcona szeroko rozumianej sztuce wojennej. Jest to jednak pozycja skierowana do czytelnika, który posiada rozeznanie w nowożytnej sztuce wojennej.

Praca Clausa Telpa składa się ze wstępu (zawiera definicje), pięciu rozdziałów i zakończenia. Liczy 208 stron. Na końcu znajdują się 4 mapy, które w istocie są mało czytelne i w konsekwencji zupełnie nie służą pomocą w odbiorze tekstu. Szczególnie jest to istotne w rozdziale III, opisującym kampanię pruską 1806 roku. Całość tekstu tworzy logiczny ciąg przyczyn,konsekwencji, rozwiązań, które miały wpływ na rozwój sztuki operacyjnej w omawianym okresie. Nie uważam, aby każdy z rozdziałów stanowił osobny case study. Raczej można by tak powiedzieć o całej książce, ale w mojej ocenie, biorąc pod uwagę specyfikę tematu i okresu, nie ma ku temu podstaw. W czterech rozdziałach autor porównuje armie francuską i pruską, zaś w jednym, czwartym, omawia reformy pruskie po klęsce 1806 roku. Układ pracy jest chronologiczny. Zaczynamy od wojen śląskich, przez wojnę siedmioletnią do reform wojskowych i niezwykle bogatego, szczególnie francuskiego piśmiennictwa pod koniec XVIII wieku. Na czoło wysuwają się tu prace i wczesnooperacyjne koncepcje Guiberta oraz Bourceta. Następny rozdział to okres od wojen rewolucyjnych i rozwój koncepcji operacyjnych Francuzów do świadomej postaci tej sztuki w wykonaniu Napoleona. Trzeci rozdział to najpełniejsze wykorzystanie przez Napoleona instrumentów operacyjnych w kampanii 1806 roku. Czwarty prezentuje pruskie reformy, mające na celu podniesienie sprawności operacyjnej ich wojsk. Ostatni rozdział przedstawia konsekwencje szybkiego odtworzenia Wielkiej Armii po klęsce w Rosji i zmniejszenie jej skuteczności operacyjnej. Z drugiej mamy pokazane efekty pruskich reform i przewagę ich sztuki operacyjnej nad francuską.

Niewątpliwą zaletą książki jest wieloaspektowa perspektywa spojrzenia na omawiany w niej problem. Telp nie ogranicza się więc tylko do militariów, ale przedstawia cały zespół zależności między aparatem państwa, uprzywilejowanymi warstwami społecznymi, biurokracją, narodem. Są to zależności i ograniczenia polityczne, społeczne i gospodarcze (vide brak oporu pruskich poddanych w trakcie kampanii 1806 roku). Zwrócono także uwagę na ogromne problemy z reformowaniem armii, która przez długi czas nie toczyła wojen. Dodatkowo spostrzeżenia z dziedziny zarządzania, socjologii i ekonomii lepiej pozwalają zrozumieć przewodnie zagadnienie.

Przedstawione w książce czynniki militarne pozwalają na zrozumienie mechaniki operacji końca XVIII i początku XIX wieku. Dlaczego koncepcje Guilberta należy uznać za „proto-operacyjne” a Napoleona za ukształtowaną formę operacji. Widzimy skutki wojen koalicyjnych (czy to przeciwko Prusom, czy przeciwko Francji), rolę twierdz (istotną lub nie), organizacji (system dywizyjno – korpuśny połączonych broni) i logistyki (przywiązanie do linii komunikacyjnych czy napoleońskich system baz) wojska na przebieg kampanii.

Bardzo zaskoczony byłem opisem reform pruskich po 1806 roku. Brak wyraźnego rozgraniczenia na reformatorów i konserwatystów, gdzie każda ze stron miała istotne argumenty, rola króla, a w konsekwencji powstanie w zasadzie nowego, nowoczesnego państwa.

Wnioski autora można scharakteryzować w trzech punktach:

  1. Bez reformy państwa, szczególnie relacji poddany – monarcha, nie można wytworzyć i zastosować instrumentów operacyjnych. Tylko rząd, który ma pełnię władzy politycznej i posłuch wśród poddanych może stworzyć warunki do powstania sztuki operacyjnej.
  2. Wojna o trzech szczeblach (nowoczesna) musi być wspierana przez państwo, które musi mieć instrumenty ekonomiczne, polityczne, społeczne do wspierania armii.
  3. Sztuka operacyjna realizowana jest początkowo przez dywizje połączonych broni a następnie przez podobne korpusy, dowodzone przez częściowo niezależnych (na polu bitwy) oficerów, podległych woli wodza lub organu kolegialnego.

Czytelnik nie powinien dziwić się, że autor ogranicza się do przedstawienia rozwoju sztuki operacyjnej jedynie w wymienionych dwóch państwach. Jest to związane z tym, że wówczas rozwój sztuki wojennej właśnie we Francji i Prusach przodował, a wykształcone instrumenty z biegiem czasu (szczególnie francuskie) powielali inni.

Oczywiście nie jest tak, że wszystko co napisał Claus Telp przyjmuję za pewnik. Zupełnie nie zgadzam się z twierdzeniem autora, że sztuka operacyjna powstała w zakreślonym ramami narracji okresie. Autorowi umknęła zdecydowanie sztuka wojenna Mongołów czy Arabów, które wieki wcześniej jak najbardziej zawieramy operacje (choćby przykład z „naszego podwórka” i najazd Mongołów z 1241 roku). Wątpliwości moje budzi także konstatacja autora, że manewr Davouta na Apoldę miał charakter operacyjny. W mojej ocenie, w chwili kiedy otrzymywał stosowane rozkazy, było to działanie stricte taktyczne.

Tłumaczenie i korekta stoją na dobrym poziomie. Co prawda autor zaliczył kilka wpadek, z których największa to tłumaczenie wojny podjazdowej jako „potyczek operacyjnych”, ale nie wpływają one na dobrą ocenę jego pracy.

Do zalet książki zaliczyłbym także rozbudowane przypisy i ogromną, w tym źródłową, bibliografię.

W mojej ocenie bardzo dobra, wieloaspektowa praca z dziedziny sztuki wojennej, przeznaczona jednak dla czytelnika obeznanego z niuansami nowożytnej sztuki wojennej.

Moja ocena 6/6

Książka dostępna tylko na rynku wtórnym.

Paweł Rochala Vercellae 101 p.n.e.

 

 

64711

W 2013 roku Wydawnictwo Bellona wznowiło, pod nowym, ww. tytułem, i w nowej szacie graficznej pracę Pawła Rochali Imperium u progu zagładyVercellae 101 p.n.e. jest zupełnie niezmienioną wcześniejszą publikacją tego autora w serii Wielkie bitwy – Wielcy dowódcy.

Książka liczy 240 stron i podzielona została na 10 rozdziałów. Opatrzono ją w klikidziesięcioma fotografiami rekonstruktorów, pejzaży współczesnych terenów bitwy, kilkoma grafikami. Dodano 5 map (jedną ogólną i po dwie bitew pod Aquae Sextiae oraz Vercellae).  Nieątpliwa zaletą jest styl i język autora. Książkę czyta się szybko i przyjemnie.

Koncepcyjnie praca podzielona została na dwie zasadnicze części: „germańską” i „rzymską”. Na część „germańską” składają się rozdziały poświęcone pochodzeniu Cymbrów i Teutonów, przyczynom wędrówki, kwestiom wyżywienia i władzy, opis wędrówi przez Germanię i północną Celtykę, efekt kuli śnieżnej. Do tej części zaliczyłbym także rozdział poświęcony organizacji wojskowej Cymbrów i Teutonów, uzbrojeniu i taktyce. Poza tym pojedyncze podrozdziały trafiają się w innych rozdziałach. Najbardziej interesującym z nich był dla mnie ten, który traktował o przejściu Cymbrów przez Alpy i ich poczynaniach w północnej Italii.  Ta część książki była dla mnie ciekawsza.

Pozostałe rozdziały zakwalifikowałem do części „rzymskiej”. Autor przedstawiam nam sytuację wewnętrzną i zewnętrzną Imperium, pierwsze porażki w walkach z Germanami oraz marazm w wojnie z królem Numidii Jugurtą. Następnie przybliżona została postać „ojca opatrznościowego” Rzymu – Gajusza Mariusza. W dalszej kolejności mamy rozdział poświęcony organizacji, strukturze i taktyce armii rzymskiej, udziałowi sprzymierzeńców w wojnie itp.. Dwa kolejne rozdziały poświęcone rozbicu Teutonów i Cymbrów, a ostatni karierze Mariusza i dyktaturze Sulli. Ta część w mojej ocenie jest zdecydownie słabsza.

Przede wszystkim zarówno analiza sytuacji wewnętrznej jak i zewnętrznej jest bardzo powierzchowna. Podrozdziały poświęcone Mariuszowi to swoisty panegiryk. Szkoda, że zawierający wiele przekłamań czy mitów na temat tej, cokolwiek o niej nie mówić, wybitnej postaci. O charakterze Mariusza stanowią jego czyny. Nie ma żadnych podstaw, aby kwestionowac przekazy źródłowe, jako mu nieprzychylne. Gajusz Mariusz był po prostu „wichrzycielem i warchołem”, którym kierowała przede wszystkim żądza władzy. Wojnę przeciwko Jugurcie prowadził 3 lata, zamiast obiecanego roku. Odrzucanie przekazów źródłowych tylko dlatego, że pochodzą z środowiska nieprzychylnego Mariuszowi jest lekko niepoważne. Nudne i dość płytkie były strony poświęcone organizacji armii rzymskiej, jej taktyce itp. Zawierają one błędy, jak np. łamliwy, drewniany klin Mariusza (empirycznie udowodoniono, że nie było mozliwości aby się złamał). Opis konfliktu Sulli z Mariuszem więcej niż naiwny i niczym nieudokumentowany. Do tego dochodzi niechęć do rzymskiej arytokracji i jej przedstawicieli na dowódczych stanowiskach. Szczególnie autor upodobał sobie jako ofiarę wodza drugiej rzymskiej armii Katulusa. Jawi się on nam prawie jak imbecyl. Tymczasem przekazy źródłowe dają zupełnie inny obraz tego człowieka.

Sam opis tytułowej bitwy również budzi wątpliwości w kilku miejscach. Przede wszystkim nie ma żadnej próby wyjaśnienia czym kierowało się dowództwo germańskie, przyjmując taki a nie inny plan bitwy. Tym bardziej, że wobec przyjętego szyku rzymskiego, propozycja p. Rochali wydaje się co najmniej dziwna. Przy tak głębokim szyku, jak proponuje, niezmiernie ciężko byłoby powstrzymać atakujących Germanów (bardzo przypominał on uszykowanie Rzymian pod Kannami). Pomijam, jako bardzo małoprawdopodobne, źródłowe przekazy, że wojownicy czołowej linii byli ze sobą związani łańcuchami, aby utrudnić jej zerwanie. Zresztą sam autor zauważa implikacje takiego „rozwiązania”, a mimo to przechodzi nad nim do porządku dziennego.

Reasumując, w mojej ocenie jest to nasłabsza książka z historii wojskowości p. Rochali. Przyjemnie się ją czyta, ale zagadnienie wymaga jednak bardziej dogłębnej analizy. Można przeczytać, ale zdecydowanie szkoda miejsca na półce.

Moja ocena 3,5/6