SZTUKA WOJENNA EUROPY ZACHODNIEJ W EPOCE KRUCJAT 1000-1300 – John France

T215811

W 2012 roku oświęcimskie wydawnictwo NapoleonV oddało w ręce czytelników pracę prof. Johna France’a pod wyżej wymienionym tytułem. Książkę po raz pierwszy w 1999 roku wydało brytyjskie wydawnictwo Routledge.

Publikacja, będąca syntezą, poświęcona została szerokiemu ujęciu sztuki wojennej zachodniej części naszego kontynentu. Autor omówił bowiem nie tylko zagadnienia stricte poświęcone działaniom bojowym, ale też korelacje między wojną i wojskowością a społeczeństwem średniowiecznym i finansami. Wiele tez postawionych przez autora wydaje mi się kontrowersyjnymi, ale nie mogę zarzucić France’owi, że w sposób wątpliwy je uargumentował.

Książka liczy 325 stron. Została podzielona na szesnaście rozdziałów oraz dodatek opisujący przebieg bitwy pod Bouvines. Na końcu znajduje się obszerna bibliografia oraz indeks.  Jako że, jak wspominałem, jest to praca syntetyczna, podział na rozdziały nie ma charakteru chronologicznego czy geograficznego a tematyczny. Jest to bardzo duże ułatwienie dla czytelnika, albowiem otrzymujemy w ramach konkretnego zagadnienia możliwość spojrzenia na jego zmiany z perspektywy długoletniej. Czytelnik nie musi więc wertować książki w poszukiwaniu interesującego go zagadnienia wojskowego, aby prześledzić zmiany w sztuce wojennej. Wybiera odpowiedni rozdział i albo zapoznaje się z jego treścią, albo wertuje w poszukiwaniu odpowiedniego fragmentu. Bardzo taki układ mi odpowiadał.

Nie będę opisywał treści poszczególnych rozdziałów. Raz, że jest ich dużo, po drugie doprowadziłoby to do mocnego rozrośnięcia się niniejszego tekstu. Poprzestanę na zwróceniu uwagi Czytelnika na wg mnie najważniejsze aspekty książki.

Przede wszystkim w pracy nie znajdziemy opisów i szyków formacji piechoty czy kawalerii, ani żmudnych zmian w uzbrojeniu. Rozdział o broni, zarówno ofensywnej jak i defensywnej jest krótki i zawiera najistotniejsze informacje. W ocenie autora progres w uzbrojeniu w owym czasie był niewielki i determinowany przede wszystkim rozwojem środków ochrony. Poza tym istniało niewiele ośrodków myśli wojskowej, które w zasadzie ograniczały się do dworów. Prowadziło to do rozproszenia wysiłku intelektualnego o ograniczenia w komunikacji utrudniały wymianę poglądów. Stąd wiele z tych nielicznych ośrodków rozważało te same zagadnienia.

W mojej ocenie najważniejszą tezę prof. France’a prezentuje w pierwszym rozdziale swojej książki. Jest to swoisty manifest autora. Podstawowa teza zasadza się na twierdzeniu, że wojna w latach 1000-1300 prowadzona była albo w celu powiększenia własności ziemskiej lub w celu obrony stanu posiadania. Wprost pada twierdzenie, że wojna była domeną właścicieli ziemskich. Nie chodzi oczywiście o każdego posiadacza, ale o elity rządzące (nie wyłączając duchowieństwa). Takie prywatne wojny ułatwiała słabość władzy królewskiej (lub książęcej). Słabość ta wynikać miała z dwóch przyczyn: król (książę), szczególnie w latach 1000-1200, był jednym z wielu posiadaczy ziemskich, często nie największym we własnym kraju (dla przykładu Plantageneci we Francji), ogromne trudności w komunikacji uniemożliwiały sprawowanie efektywnej kontroli przez władzę państwową. Oczywiście władzę królewską darzono wielkim prestiżem, ale  unikalność jej pozycji mogła być interpretowana w wąski sposób.

France zaznacza, że związki feudalne w Europie Zachodniej nie były wcale silne. W większości krajów panowała zasada wasal mojego wasala nie jest moim wasalem. Odmienna koncepcja panowała w normandzkiej Anglii. Dodatkowo więzi miedzy suzerenem a seniorami oraz między seniorami a wasalami był dość luźny. Senior mógł mieć kilku suzerenów (np. hrabiowie Fandrii czy Hainaut). Nierzadkie były sytuacje, kiedy stojący na szczycie drabiny feudalnej we własnym kraju, był wasalem w sąsiednim (królowie Anglii wobec królów Francji). W tej sytuacji wasal miał swobodę wyboru wobec kogo wypełni obowiązek lenny. Najczęściej wybierał stronę wg niego silniejszą (albo mającą większą szansę na zwycięstwo). Częste były przypadki zmiany obozu podczas kampanii.

Autor podkreśla epizodyczny charakter wojny i niską liczebność średniowiecznych armii. Z uwagi na niewydolny system komunikacyjny niezwykłą trudnością odznaczał się proces koncentracji sił. Dodatkowo duża liczebność armii skutkowałaby problemami aprowizacyjnymi. Dlatego kampanie były krótkie i toczyły się albo późną wiosną albo późnym latem. Bardzo rzadko decydowano się na kampanię zimową.

Epizodyczny charakter wojny wpływał na jakość wojska. Indywidualnie rycerz czy sierżant byli bardzo dobrze wyszkolonymi wojownikami. Jednak armia jako całość przedstawiała kiepski obraz wyszkolenia i współdziałania. Krótkie kampanie, łatwość zmiany obozu uniemożliwiały osiągnięcie wysokiego stopnia współdziałania różnych kontyngentów. Zatrudnianie licznych najemnych kompanii wcale nie poprawiało tej sytuacji. Utrzymanie ich było bowiem drogie, a dodatkowo prezentowali oni wysoki poziom współdziałania w ramach swojej grupy. Wszystkie przywary charakteru wojny w średniowieczu w ramach armii również ich dotykały. Dlatego bitwa była stosunkowo rzadka, a częściej polegano na oblężeniach. Wojna w Europie Zachodniej w zakreślonych ramach czasowych to przede wszystkim wojna oblężnicza. Oczywiście istniały wyjątki (np. armia Królestwa Jerozolimskiego).

Autor neguje także decydującą rolę kawalerii na polu bitwy. Uważa, ze teza sir Charlesa Omana i R.C. Smaila o całkowitym prymacie kawalerii jest oparta na fałszywych przesłankach. France nie neguje, że XIII stulecie było epoką kawalerii, ale podkreśla, że jej pozycja na polu bitwy zależna była od wielu czynników, przede wszystkim terenu. Zaznacza, że w tym wieku paradoksalnie, piechota była najlepiej uzbrojona w epoce. Przykłady pól bitewnych Włoch, Walii, Szkocji, Flandrii czy Lewantu wskazują, iż dobrze wyszkolona i zdyscyplinowana piechota jest groźnym przeciwnikiem zdolnym pokonać kawalerię.

W mojej ocenie jest to pozycja bardzo ciekawa i warta lektury. Tym bardziej moje zaskoczenie wywołuje fakt, że w zasadzie przeszła ona bez echa wśród naszych specjalistów. Znalazłem tylko jedną recenzję tej pozycji (inna rzecz, że przeszukiwałem sieć pobieżnie). A szkoda. Nie mam dostatecznej wiedzy by potwierdzać lub polemizować z tezami autora. Jednak oceniam, że przydałaby się jakaś praca, w której jakiś specjalista z epoki odniósłby się do nich.

Do polskiego tłumaczenia mam jedną uwagę. Generalnie książkę, biorąc pod uwagę tematykę, czytało się bardzo dobrze. Jednak w kilku miejscach raziły mnie użyte w tłumaczeniu kolokwializmy. Co by nie powiedzieć, praca ma charakter bardziej naukowy niż popularny. Należałoby w przyszłości unikać takich zwrotów w tłumaczeniach wysoce specjalistycznych książek.

Moja ocena 5/6.

Książka dostępna do kupienia u wydawcy:

http://napoleonv.pl/q/?keywords=Sztuka%20wojenna%20Europy%20Zachodniej

 

 

Reklamy

OPERACYJNA SŁUŻBA SZTABÓW WOJSKA POLSKIEGO W 1939 ROKU – Waldemar Rezmer

WRezmer_Operacyjna_med

W 2010 roku nakładem warszawskiego Wydawnictwa Tetragon ukazała się praca prof. Waldemara Rezmera pod wyżej wymienionym tytułem. Jest to wznowienie rozprawy z początku lat 90-tych poprzedniego wieku, która była niezwykle trudno dostępna (jeśli pojawiała się na portalach aukcyjnych, cenach wynosiła kilkaset złotych). Nowe wydanie było więc konieczne i dobrze się stało, że pasjonaci z Tetragonu podjęli się tego trudu. Dzięki temu, zarówno osoby od już interesujące się polską armią okresu międzywojennego, jak i dopiero rozpoczynające studia nad przedwrześniowym wojskiem, mogły uzupełnić biblioteczki o tę specjalistyczną pozycję.

Książka liczy 254 strony i została podzielona na wstęp i trzy rozdziały: pierwszy omawia zasady organizacji tyłów wojennych w 1939 r., rozdział drugi zadania i organizacje służb a rozdział trzeci opowiada o przygotowaniach tychże służb do wojny. Na końcu, poza bibliografią, mamy aneks zawierający stan etatowy służb według wojennego order of battle. W pracy znajdują się także 61 schematów i 17 tabel. Wadą jest brak jakichkolwiek zdjęć z epoki. Od strony redakcyjnej występuje kilkanaście literówek, ale nie utrudniają one lektury.

Jest to książka wyjątkowa. Autor nie koncentruje się bowiem na żadnej z broni głównych przedwojennej armii (piechocie, artylerii, kawalerii, broni pancernej, lotnictwie czy marynarce wojennej), ale na służbach, tj. organach odpowiedzialnych dla dostarczenie umundurowania, żywności, uzbrojenia, amunicji, środków transportu tych wszystkich dóbr, zapewnienia potrzeb duchowych, sprawowania wymiaru sprawiedliwości, organizowania obozów jenieckich. Jedyna organizacja jaką znajdziemy, to właśnie organizacja tych służ przewidziana w okresie pokoju i na wypadek wojny. 

W pozycji omówiono wszystkie służby Wojska Polskiego: służba intendentury, uzbrojenia, taborów i remontu koni, zdrowia, weterynaryjna, poczty polowej, jeniecka, samochodowa, saperska, służba lotnictwa, łączności, sprawiedliwości, duszpasterska i geograficzna. Służby te odpowiadały za możliwości bojowe armii polowej oraz za zaplecze.

Autor przedstawił w zarysie służby w planie rozbudowy i modernizacji Wojska Polskiego. Na szczególną uwagę zasługuje w zasadzie równomierny rozwój formacji pierwszoliniowych oraz służb. Profesor wielokrotnie podkreśla ograniczenia finansowe państwa polskiego. Omówiono plan kwatermistrzowski „W”, sieć komunikacyjną, wojenny system zaopatrywania i ewakuacji. Autor przedstawił organizację służb w czasie wojny, a tam gdzie to możliwe, również obsadę personalną. Wskazał sposób zaopatrywania jednostek itp. W trzecim rozdziale omówiono przygotowania do wojny pod kątem zbierania materiału na wypadek konfliktu, szacowania źródeł jego uzupełniania, sposobów dystrybucji itp. W przypadku praktycznie każdej służby mamy porównanie do niemieckich sił zbrojnych, co pozwala lepiej zorientować się w dysproporcjach między naszym wojskiem a agresorem.

W lekturze uderzyła mnie ogromny niedostatek na wielu polach. O ile np. racje żywnościowe pod względem kalorii, jak i ogólnie koncepcji podziału na racje wojenną, suchą (ekwiwalent wojennej, tyle że bez posiłku ciepłego) i rezerwową był słuszny, to już sposób dystrybucji był wadliwy. Na przykład było za mało piekarń i zbyt duża koncentracja produkcji chleba w dużych aglomeracjach miejskich. Były katastrofalne braki w amunicji a wielkość jednostki ognia bardzo mała (należy jednak pamiętać, że wielkość j.o. determinuje nie tylko ilość amunicji, ale też możliwości transportowe). Służba zdrowia miała ogromne problemy z ewakuacją rannych, żandarmeria była w zbyt małym stopniu zmotoryzowana i zbyt nieliczna do postawionych jej zadań.  Weterynaria miała zbyt mało miejsc dla rannych koni w  szpitalach. Tabele zawarte w książce dają pogląd na liczne wielkości niezbędnych wojsku dóbr. Wszystko to razem daje obraz armii nie do końca przystosowanej do wojny manewrowej, jaką chciała prowadzić.

Język autora, mimo że specjalistyczny, jest bardzo przystępny. Opisuje wszak trudne i, co tu dużo mówić, dla osób mniej obeznanych z wojskową logistyką,  zagadnienia, które mogą się wydać nudne. Książka w żadnym razie nie jest nudną. Trochę żałuję, że profesor nie pokusił się o przedstawienie w praktyce działalności służb – tj. w trakcie działań wojennych.

Reasumując, pozycja świetna, absolutnie niezbędna osobą interesującym się Wojskiem Polskim, jak też historią logistyki.

Moja ocena 6/6

Książka dostępna w księgarni internetowej Fort Gier

https://fortgier.pl/p/32/23401/operacyjna-sluzba-sztabow-wojska-polskiego-w-1939-roku-czasy-najnowsze-xx-xxiw-ksiazki-ksiazki-historyczne.html

PANCERNIKI w AKCJI tom I – H. W. Wilson

28869160584678d5146ce

W zeszłym roku oświęcimski prymus na rynku książki militarnej uraczył miłośników marynistki książką Herberta W. Wilsona Pancerniki w akcji.  To kolejna pozycja w ofercie wydawnictwa NapoleonV zapełniająca istniejącą na naszym rynku lukę. Tłumaczenie pracy Wilsona winno bowiem ukazać się w Polsce wiele dekad temu. Jest to już publikacja klasyczna. W zasadzie każda książka traktująca o szeroko pojętych okrętach pancernych zawiera odwołania do Pancerników w akcji. Dobrze się więc stało, że po osiemdziesięciu latach od ukazania się pierwszego brytyjskiego wydania, doczekaliśmy się polskiego tłumaczenia. Wyjątkowość tej książki to zasługa autora, brytyjskiego dziennikarza, mającego szerokie kontakty w flotach wielu państw. Dzięki temu miał dostęp do informacji o charakterze niejawnym.,

Omawiana pozycja traktuje o działaniach bojowych okrętów pancernych od chwili ich powstania i powszechnego wprowadzenia na stany flot, do lat 20-tych XX wieku (pierwsze wydanie ukazało się w 1926 roku). Autor koncentruje się przede wszystkim na użyciu jednostek pancernych, a w zdecydowanie mniejszym aspekcie na stronie technicznej ich konstrukcji. Czytelnik nie znajdzie więc w tej książce rozbudowanych opisów technicznych. Wszystkie dane taktyczno-techniczne okrętów ograniczone zostały do niezbędnego minimum. Wilson podaje więc tylko wyporność, uzbrojenie główne i artylerię średnią, prędkość, czasem wielkość załogi.

Ze względów praktycznych praca podzielona została na dwie części. Pierwsze przedstawia okręty pancerne od połowy XIX wieku do konfliktów włosko-tureckiego i grecko-tureckiego na początku XX wieku. Druga (ukaże się w tym roku) obejmuje cały okres pierwszej wojny światowej oraz konflikty początku lat 20-tych.

 Tom pierwszy liczy 358 stron. Zawiera 19 tabel, 22 mapy oraz ok. 20 fotografii i schematów. Praca podzielona została na przedmowę do polskiego wydania, przedmowę do angielskiego wydania z połowy lat 90-tych zeszłego wieku autorstwa Johna Robertsa, wstęp autora i 16 rozdziałów.

Pierwsze dwa rozdziały są niejako wstępem do tematu. Wilson przedstawia w nich początki okrętów pancernych, użycie granatów w artylerii morskiej oraz pierwsze starcie pancernych okrętów w trakcie wojny secesyjnej. Następnie opisuje działania okrętów opancerzonych na wodach śródlądowych Ameryki i blokadę wybrzeża Konfederacji. Trzeci rozdział poświęcono wojnie prusko-duńskiej oraz wojnie sześciotygodniowej. Autor najwięcej uwagi przeznaczył na działania bojowe na Adriatyku, w szczególności ocenie dowódców włoskiego i austriackiego oraz bitwie pod Lissą. Czwarty to kilka akapitów o wojnie francusko-pruskiej, kilka kolejnych o wojnie domowej w Hiszpanii, całkiem sporo o wojnie rosyjsko-tureckiej i opis morskich działań podczas kilku konfliktów w Ameryce Południowej. Kolejny przedstawia brytyjską interwencję w Egipcie wojnę francusko-chińską, rewolucję w Chile, wojnę domową w Brazylii. W rozdziale szóstym opisano przebieg wojny japońsko-chińskiej, z szczególnym uwzględnieniem bitwy u ujścia Jalu oraz powstanie Burów.

Od rozdziału siódmego mamy, w mojej ocenie, ciekawszą część książki. Rozdziały siedem i osiem poświęcono wojnie amerykańsko-hiszpańskiej. Dla mnie to chyba dwa z trzech najciekawszych rozdziałów w pracy. Może dlatego, że stosunkowo niewiele czytałem o tym konflikcie. Z zaskoczeniem przeczytałem o konfliktach między amerykańskimi admirałami, czy ogromnej determinacji Hiszpanów (jakiej po nich się nie spodziewałem). Zajmująco opisano także kwestię katastrofy na Maine.

Następne sześć rozdziałów (od IX do XIV) to opis wojny rosyjsko-japońskiej. Przez siły i możliwości, przygotowania, poprzez przebieg działań wojennych zwieńczonych rozgromieniem Floty Bałtyckiej pod Cuszimą, po konkluzję opis ten jest bardzo szczegółowy. Wilson miał dostęp do oficjalnych dokumentów japońskich, dzięki czemu opis z punktu widzenia Japończyków ma charakter oficjalny.

Piętnasty rozdział to prezentacja przebiegu wojny włosko-tureckiej i wojen bałkańskich.

Ostatni rozdział poświęcono katastrofom okrętów pancernych. Zawiera kilka bardzo interesujących opisów tragedii, będących wynikiem albo błędów konstrukcyjnych albo błędów ludzkich. Dla mnie to trzeci z najciekawszych rozdziałów pierwszego tomu.

W książce uderza ogromna fachowość autora. Jego profesjonalizm budzi szacunek. Autor nie przywołuje niepotwierdzonych informacji. Wszystkie opisy i analizy oparte są o oficjalne publikacje, wspomnienia, opracowania. W przypadku kilku wersji Wilson wskazuje, którą wybiera i dlaczego. Jeśli mimo to ma wątpliwości, wyraża je. Wyciągane przez niego wniosku nic nie straciły na aktualności. Nie dziwi zatem, dlaczego jego praca wciąż jest powoływana we współczesnych opracowaniach.

Niestety, wśród tego „miodu” nie zabraknie też dziegciu. To od kilku przeczytanych przeze mnie pozycji oświęcimskiego wydawcy najgorzej zredagowana książka. Jej lektura od razu przypomniała mi początki wydawnictwa. Do 200-strony znalazłem ok. 140 literówek, błędów stylistycznych i językowych.  Później też ich trochę było, ale zwyczajnie przestałem liczyć. Pomijam zupełnie dowolną interpunkcję. Generalnie błędów merytorycznych nie ma. Tłumaczeniem zajmowała się bowiem osoba świetnie władająca językiem. Jest trochę zabawnych wpadek wynikających po prostu z nieznajomości tematyki marynistycznej (np. torpedo boat tłumaczone jako  łodzie torpedowe zamiast torpedowce czy budka sternika zamiast sterówka, albo nieco dziwne przeliczanie kalibrów z cali na milimetry).

Książkę gorąco polecam fanom działań wojennych na morzu. Miejscami są irytujące wpadki, ale mimo wszystko książka jest warta lektury.

Moja ocena 4/6

Książkę można kupić w dobrych księgarniach.

TRAFALGAR 1805 – Józef W. Dyskant

56ba89260c1e0

W 2002 roku nakładem Domu Wydawniczego Bellona ukazała się książka autorstwa kmdr Józefa Dyskanta pt. „Trafalgar 1805” Traktuje ona o stoczonej 21 października 1805 roku bitwie morskiej u brzegów ww. przylądka między brytyjską eskadrą pod dowództwem wiceadm. Nelsona a połączoną flotą francusko-hiszpańską wiceadm. Villeneuve’a. Starcie to zakończyło się całkowitą klęską sojuszniczej eskadry.

Jest to w zasadzie jedyna popularno-naukowa monografia tej bitwy dostępna w naszym języku. Pocieszające jest, iż w zapowiedziach oświęcimskiego wydawnictwa NapoleonV pojawiła się klasyczna już praca Juliana Corbeta o kampanii trafalgarskiej. Niestety żadne wydawnictwo nie zapowiada wydania nowszych książek na temat bitwy, w szczególności Roya Adkinsa i Marka Adkina. Może choć uda się Trafalgar Companion pod redakcją Alexandra Stiwella, którą wydał w 2005 roku Osprey Publishing (a z tym obecnie współpracuje NapoleonV).

Książka liczy 399 stron. Podzielona została na siedem rozdziałów i wstęp. Na jej końcu dodano dwa załączniki: listę okrętów biorących udział w bitwie i raport wiceadm. Collingwooda o przebiegu starcia. W rozdziale pierwszym autor omówił historię Royal Navy od wyprawy Wielkiej Armady w 1588 roku do końca wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Kolejny został poświęcony karierze Napoleona do 1805 roku. Trzeci poświęcony został zwycięzcy bitwy – Horatio Nelsonowi od urodzenia do mniej więcej 1804 roku. Następny rozdział prezentuje francuskie plany inwazji na Wyspy Brytyjskie i angielskie kroki zmierzające do przeciwdziałania nim. Piąty rozdział poświęcony został przygotowaniom i przebiegowi samej bitwy. Ostatnie dwa poświęcone zostały blokadzie kontynentalnej i bitwie pod Waterloo oraz zesłaniu Napoleona na wyspę Św. Heleny.  Książka zawiera 3 mapy bitwy, kolorowe i czytelne. Bibliografia jest bardzo uboga. Zawiera ok. 30 artykułów rodzimych autorów i podobną liczbę pozycji książkowych, w tym zaledwie 6 w języku angielskim, z czego najstarsza z 1976 roku (wprawdzie bibliografia zawiera pracę Petera Padfielda Nelson’s war z 2000 roku,  ale jej pierwsze wydanie ukazało się w 1976).

Styl autora jest bardzo dobry a strona edytorska dopracowana. Literówek i błędów stylistycznych w trakcie lektury nie stwierdziłem. Niestety praca jest „rozwlekła”. Rozdział o bitwie liczy teoretycznie 100 stron, w tyn samego przebiegu starcia  45 stron. Jednak pozostałe rozdziały zawierają wiele zbędnych informacji lub informacje te są podane w zbędnie rozbudowanej formie. Książkę, bez straty dla spójności przekazu, spokojnie można by było „odchudzić” o dobre 100-120 stron. Zupełnie zbędne i bezsensowne są dywagacje na temat Uszakowa. Wiadome jest, że radziecka nauka ze względów czysto politycznych podnosiła pierwszeństwo rosyjskiego admirała w stosowaniu oryginalnej taktyki. Dobór literatury wpływa na przedstawienie bitwy ogromnej większości z punktu widzenia zwycięzców. Także pozbawiony racjonalnych względów są rozdziały o Napoleonie i ostatni poświęcony Waterloo i uwięzieniu cesarza Francuzów na Św. Helenie. Ponadto praca zwiera liczne nieścisłości dotyczące tak samego przebiegu starcia, jak i życia Nelsona, a także w zakresie kampanii lądowych prezentowanych w tekście. Na tych ostatnich autor się po prostu nie zna. Co do życiorysu Nelsona – w szerokim ujęciu – zaważył wybór popularnej i zbeletryzowanej biografii admirała pióra Anny i George’a Bidwellów. Co do samej bitwy, J.W. Dyskant często stawia w tekście znaki zapytania – liczba prac na temat bitwy jest ogromna, nawet jeśli chodzi tylko o literaturę anglojęzyczną, a autor wykorzystał zaledwie kilka i to nie najnowszych. Mnóstwo z tych prac dostępnych jest w domenie publicznej.

Reasumując, książkę można przeczytać, ale uważam, że nie warto jej kupować. Musimy jeszcze trochę poczekać na Corbeta, ale mam nadzieję na nowsze publikacje monograficzne bitwy.

Książka dostępna na rynku wtórnym.

Moja ocena 3/6

Armia Wielkiego Księcia Konstantego. Wyszkolenie i dyscyplina Wojska Polskiego w latach 1815-1830. – Maciej Trąbski.

11349006155146d17a5bf2b

 Omawiana książka ukazała się w 2013 roku nakładem wydawnictwa NapoleonV. Jest to pierwsza tego typu praca w naszej historiografii. Wcześniejsze publikacje, mocno już wiekowe, Bronisława Gembarzewskiego (Wojsko Polskie. Królestwo Polskie 1815-1830) i Wacława Tokarza (Armja Królestwa Polskiego), czy nowsze Mieczysława Chojnackiego (Wojsko Królestwa Polskiego 1815-1830) i Tomasza Malarskiego (Armia Królestwa Polskiego 1815-1830) nie wyczerpywały całości zagadnienia, a wręcz pewnych kwestii w ogóle nie poruszały lub czyniły to w sposób szczątkowy. Przede wszystkim zaznaczyć należy, iż omawiana monografia oparta została o dogłębne badania źródłowe autora i własne analizy. Dzięki temu praca prof. Trąbskiego stanowi znaczący krok naprzód w badaniach nad rodzimą wojskowością doby Królestwa Kongresowego.

Autor starał się w sposób kompletny przedstawić zagadnienia związane w organizacją, liczebnością, wyszkoleniem, służbą, dyscypliną i morale armii polskiej w latach 1815-1830. Z tego względu monografia podzielona została na cztery rozdziały.

W pierwszym analizie poddano osobę Naczelnego Wodza w.ks. Konstantego, jego metody „zarządzania” armią, stosunek do podwładnych, wpływ na organizację i wyszkolenie wojska itp. Podkreślić należy, iż opis ten jest bardzo obiektywny. Maciej Trąbski wykazuje, że wiele informacji na temat Naczelnego Wodza, zawartych w pamiętnikach, jest nieprawdziwych. Bardzo wiele spięć między Konstantym a jego podwładnymi wynikało z różnic kulturowych oraz gwałtownego usposobienia księcia. W tym samym rozdziale autor omawia także organizację i rolę w powstaniu i funkcjonowaniu armii Komitetu Organizacyjnego Wojskowego i Komisji Rządowej Wojny, spory kompetencyjne między ministrem wojny a Naczelnym Wodzem itp.. Ostatnia część tego rozdziału prezentuje aspekty związane z organizacją i liczebnością armii, jej zmiany we wszystkich trzech rodzajach broni oraz w Korpusie Rakietników, Żandarmerii i Korpusie Weteranów. Dodatkowo omówiony został materiał ludzki zarówno co do oficerów, jak i podoficerów i szeregowych, w tym status majątkowy każdej z grup.

Rozdział drugi poświęcony został teoretycznym i praktycznym aspektom wyszkolenia armii Królestwa Polskiego. Autor omawia poszczególne etapy szkolenia, począwszy od szkoły żołnierza, przez szkołę plutonu, po wielkie rewie letnie w powązkowskim obozie pod Warszawą. Prof. Trąbski zwracała uwagę zarówno na słabsze strony wyszkolenia jak m.in. nieumiejętność przygotowania pozycji, braki w wyszkoleniu operacyjnym kadry dowódczej, ale też zwraca uwagę na awangardowe rozwiązania m.in. naukę pływania żołnierzy. Sporym zaskoczeniem dla mnie jest informacja o braku źródłowego potwierdzenia sposobu wydzielania tyralierów wskazanego przez Mierosławskiego. W połączeniu ze wspomnieniami oficerów biorących udział w wojnie, którzy pisali o stosowaniu starego sposobu formowania osłony tyralierskiej, może to stanowić asumpt do poddania w wątpliwość twierdzeń Mierosławskiego, tym bardziej, że nie są one wolne od innych błędów.

Kolejny rozdział poświęcony został służbie garnizonowej – zarówno od strony formalnej jak i praktycznej. Od strony formalne omówiono regulaminy oraz instrukcje i przepisy służbowe. Od strony praktycznej przedstawiono ich faktyczne zastosowanie na podstawie „Rozkazów Dziennych” Naczelnego Wodza. W rozdziale tym autor pokusił się także o przedstawienie problematyki zakwaterowania sił zbrojnych, a także budownictwa wojskowego.

Ostatni rozdział prezentuje problematykę prawodawstwa wojskowego. W rozdziale tym przedstawiono również zasady funkcjonowania sądownictwa wojskowego oraz ogromny wpływ Konstantego na proces orzekania. Omówiono również kodeksy postępowania oraz prawa materialnego. Autor przytoczył liczne przykłady przewinień dyscyplinarnych i karnych popełnianych zarówno przez oficerów jak i niższe szarże. W rozdziale tym zawarto również problematykę morale oraz nagród dla żołnierzy i oficerów.

Cennym uzupełnieniem pracy są liczne aneksy na jej końcu. Przedstawiają one schematy organizacyjne oraz regulaminowe szyki baonu, brygady oraz dywizji. W formie tabeli przedstawiono również dowódców pułków wszystkich rodzajów broni oraz służb.

Nie dostrzegłem żadnych błędów edytorskich. Książkę czyta się bardzo dobrze, za co, biorąc pod uwagę temat monografii, należy autorowi podziękować. Nie jest to oczywiście lektura „do poduchy”, ale dołożono wszelkich starań aby była ona dla czytelnika jak najmilsza.

Troszkę żałuję, że prof. Trąbski nie pokusił się o przedstawienie w analogiczny sposób, oczywiście w odpowiednio mniejszym zakresie, wyszkolenia i dyscypliny Korpusu Litewskiego. Mam nadzieję, że niedługo Maciej Trąbski uraczy nas taką pozycją.

Podsumowując, książka świetna i absolutnie niezbędną każdemu miłośnikowi historii wojskowości.

Moja ocena 6/6

Książka dostępna w sprzedaży u Wydawcy oraz w księgarni internetowej fortgier.pl

http://fortgier.pl/p/31/23210/armia-wielkiego-ksiecia-konstantego-wiek-xix-ksiazki-ksiazki-historyczne.html

STUDIUM NAD BITWĄ – Ardant du Picq

20161125_195134

W 2012 oraz w 2015 roku staraniem oświęcimskiego Wydawnictwa NapoleonV ukazał się reprint przedwojennego, polskiego wydania klasycznej już pracy francuskiego płk. Charlesa Ardanta du Picqa „Studium nad bitwą„.

Autor był oficerem francuskiej armii, uczestnikiem dwóch wojen (krymskiej i francusko-pruskiej) oraz dwóch kampanii kolonialnych (Algieria i Syria). Zginął 16 sierpnia 1870 w bitwie pod Mars la Tour.

Fenomen pracy du Picqa polega na poświeceniu całej publikacji psychologicznym aspektom walki i decydującemu, zdaniem autora, wpływowi morale na ostateczny wynik starcia. Zaznaczyć należy, iż pierwsze, w dodatku niepełne, wydanie tej książki ukazało się dopiero 10 lat po śmierci pułkownika. Od razu zyskał on rzesze „wyznawców”, a jego teorie stanowiły podwaliny francuskiej doktryny offensive à outrance. Do dziś zajmuje poczesne miejsce w anglojęzycznych publikacjach na temat wojskowości przełomów XIX i XX wieku.

Książka składa się z dwóch zasadniczych części: walki starożytnej i walki nowoczesnej. Każda z nich podzielona została na rozdziały. W części pierwszej jest ich siedem, z czego dwa poświęcone analizie bitew pod Kannami i Farsalos, a trzy mechanizmowi i wyszkoleniu w czasach starożytnych. Jeden jest wstępnym i dotyczy walki „ludzi pierwotnych” a ostatni stanowi podsumowanie. W części drugiej mamy sześć rozdziałów: pierwszy, najważniejszy i zarazem najbardziej ogólny, trzy kolejne dotyczą roli podstawowych rodzajów broni na współczesnym autorowi polu walki, piąty roli sztabów, dowództwa i administracji a ostatni instytucji społecznych i wojskowych oraz temperamentów narodowych. Na końcu znajduje się dodatek w postaci wyboru tekstów autorów antycznych i korespondencji autora z różnymi oficerami, uczestnikami starć podczas wojny krymskiej i francusko-austriackiej w 1859 roku. Całość liczy 134 strony dosyć trudnego tekstu. Niestety, ponieważ mamy do czynienia z reprintem, w wydaniu, którym ja dysponuję (2012), jest wiele literówek wynikających z przystosowywania zapewne skanów wydania z 1927 roku do nowej edycji. Nie umniejsza to przyjemności lektury, ale niektóre „wpadki” są zabawne.

Myśl przewodnią książki autor ujawnia już na początku, we „Wstępie”. Twierdzi on, że skoro naczelnym celem wojska jest walka, a człowiek zasadniczym jej narzędziem, to dopiero poznanie podstawowego instrumentu pozwoli zorganizować wojska, zapewnić odpowiednią organizację i taktykę, wytworzyć karność i spoistość oddziałów. Ta analiza człowieka pod kątem jego działania w warunkach zorganizowanej walki przewija się przez całą pracę. Oczywiście zawiera ona także elementy taktyki, organizacji, pracy sztabów, roli dowódców oraz bardzo ważny i często bagatelizowany element postrzegania wojska przez społeczeństwo i relacji armia – cywile. Wszystko to jednak są dodatki do analizy zachowania żołnierza podczas bitwy. Chęć zachowania życia, strach kierujące człowiekiem podczas walki, przełamywane pozytywną motywacją oraz karnością i spoistością wynikającą z doświadczenia – przewijają się na kartach bardzo często, począwszy od pierwszego rozdziału pierwszej części. Analiza zachowania zachowania żołnierza, generalnie trafna, prowadzi jednak pułkownika czasami do błędnych wniosków, tak na gruncie psychologii, jak i na jej styku z aspektami czysto wojskowymi. Afirmantom francuskiego oficera te niedociągnięcia bardzo często umykają.

Przede wszystkim inaczej przedstawiał się w starożytności i średniowieczu etos wojownika/żołnierza niż widzi to autor. W analizie reakcji żołnierza du Picq zauważa bardzo ważny czynnik, jakim jest prozaiczna niechęć do zabicia bliźniego (choć inaczej go interpretuje). W połowie XIX wieku i w latach następnych, wraz z rozwojem edukacji, praw i swobód obywatelskich, humanitaryzacją systemów prawnych, coraz większą świadomością społeczną, wiedzą medyczna itp. częściej występowała niechęć żołnierzy do zabijania siebie. Nie bez wpływu pozostawał tu także rozwój techniczny środków walki. Wręcz podręcznikowy przykład takiej sytuacji przedstawia na pierwszej stronie książki. Tymczasem, jak wynika z ustaleń Marshalla, Holmesa czy Grossmana, taka postawa nie ma nic wspólnego ze strachem.  Du Picq popełnia ten sam błąd co współcześnie płk David Grossman – uważa, że natura ludzka jest niezmienna, a zmienne są tylko czynniki zewnętrzne. Im dalej bowiem cofniemy się w czasie, tym mniejszy będzie poziom „tolerancji” dla bliźniego. Jeszcze na przełomie XVIII i XIX wieku powszechne było w  państwach niemieckich wieszanie dzieci za przestępstwo kradzieży. W średniowieczu czy starożytności publiczna egzekucja stanowiła rozrywkę. Nie wspomnę o masakrach ludności miejskich czy autochtonów podbijanych terytoriów. Oczywiście i wśród żołnierzy byli tacy, którzy temu krwawemu szaleństwu nie poddawali się, ale większość zdecydowanie tak. Także przekroczenie pewnego poziomu poszanowania przeciwnika będzie rodziło chęć odwetu i ostatecznie wytrwanie w postanowieniu „walki do końca”, czego przykładem jest front wschodni i niemiecki Wehrmacht. Warunki społeczno-socjologiczne w jakich żyli ludzie w starożytności i średniowieczu z powodzeniem można odnieść do współczesnych spostrzeżeń ludzi zajmujących się przemocą. Dostrzegli oni oczywisty związek między tym, co jest nam przedstawiane (otacza nas w przekazach medialnych), a  przemocą w społeczeństwie. W ówczesnych warunkach ludzi zewsząd otaczała przemoc, która także była formą rozrywki (dziś różne ważne agendy, na podstawie tysięcy badań, chcą ograniczenia przemocy w mediach i grach elektronicznych z uwagi na kształtowanie wzrostu agresywnych zachowań u dzieci oraz ich znieczulicy na przemoc). W konsekwencji przemoc była czymś powszechnym a jej stosowanie postrzegano jako objaw siły. Tym samym starcie piechoty nie trwało wcale tak krótko, jak twierdzi autor. Jego twierdzenia są w tym zakresie sprzeczne. Skoro wyczerpanie moralne jest tak wielkie, że starcie jest wyjątkowo krótkie, to po co zmiana legionistów? Pominę tu oczywiście zupełnie już zdezaktualizowane jego wyobrażenia o wojskowości greckiej i rzymskiej (po jego śmierci nauka w tym zakresie bardzo się rozwinęła). Liczne, niebudzące wątpliwości przykłady dowodzą, że bitwy trwały wiele godzin. Ataki ponawiano często falowo. Wówczas zmiana na pierwszej linii jest konieczna. Faktycznie niewielu wytrzyma tak długo napięcie wywołane walką w jej najtrudniejszej postaci – walki bezpośredniej. Także straty w takim bezpośrednim starciu musiały być zdecydowanie wyższe niż uważa autor. Chodzi mi o fazę rzeczywistej walki,  nie o całe starcie zakończone ucieczką którejś ze stron. Nie budzi wątpliwości, że podczas ucieczki następowała rzeź. Należy jednak brać pod uwagę, że obie strony z tego oczywistego faktu sprawę sobie zdawały (tzw. „efekt pogoni” lub „łowcy”).  Stąd nie ma podstaw by wątpić w twierdzenia Ksenofonta, Tukidydesa czy Cezara na temat przebiegu walki. Zupełnie nietrafione są poglądy du Picqa w stosunku do Japończyków.

Du Picq dostrzega, że zorganizowana walka niesie ze sobą oddziaływanie na dwóch płaszczyznach – moralnej i materialnej. Nie docenia jednak czynnika materialnego. Ewolucja walki nastąpiła w kierunku, który on wykluczył – obecnie podstawowy sposób jej prowadzenia polega na wymianie ognia. W jego ocenie karność i spoistość oddziału, jako pozytywna motywacja działania żołnierza, pozwolą, mimo przewagi materialnej obrońcy uzyskać pożądany efekt przełamania. Jako przykład podaje on wojnę secesyjną i brak zwartości oddziałów amerykańskich, które wg niego miały prowadzić walkę na dużą odległość. Nic bardziej błędnego – amerykańskie oddziały rekrutowane regionalnie miały wielką spoistość a walkę prowadziły na napoleońskie dystanse kilkudziesięciu metrów. Du Picq nie rozumiał, że siła niszcząca współczesnej mu broni prowadzi do kolosalnych strat w ataku. Jedynie równowaga polegająca na zapewnieniu odpowiedniego zabezpieczenia materiałowego, niweczącego przewagę obrońcy, i odpowiedni duch pozwolą osiągnąć sukces. Mogło to wynikać w istocie z niewielkiego doświadczenia bojowego autora. Jedyną wielką bitwą, w której uczestniczył, była ta pod Mars la Tour. Reszta jego doświadczeń to zwalczenie grup Beduinów i uczestnictwo w oblężeniu Sewastopola.

Jako zupełnie nietrafione uznać należy wnioski francuskiego pułkownika na temat kawalerii. Praktycznie w całości opierają się na literaturze XIX-wiecznej (Jomini, Nolan) i wcześniejszej (Ksenofont). Co więcej stoją one w sprzeczności ze spostrzeżeniami naszego rodaka gen. Ignacego Prądzyńskiego. Du Picq nie widział żadnego starcia kawalerii z kawalerią, nie rozumiał postępującej marginalizacji jej znaczenia i roli na nowoczesnym polu bitwy (w końcu stała się poruszającą się konno piechotą).

Jeszcze miałbym kilka uwag do tez autora. Nie dotyczą one jednak głównego nurtu jego pracy (moim zdaniem Du Picq nie rozumiał operacyjnego poziomu wojny, zdezaktualizowały się jego uwagi o taktyce itp.) i nie ma powodu aby je tu rozwijać.

Podsumowując, bez względu na to czy książkę jedynie przeczytamy czy też będziemy z nią pracować, należy pamiętać, że Du Picq nie dostrzega wszystkich elementów, jedne przecenia a innych nie docenia.  Biorąc pod uwagę czas powstania pracy, tym razem powstrzymam się od jej oceny. Jako że jest to pozycja klasyczna, każdy interesujący się historią wojskowości powinien się z nią zapoznać.

Książka dostępna w dwóch wydaniach: w twardej, lakierowanej okładce i miękkiej. Można ją nabyć u wydawcy i w księgarni internetowej Fort Gier.

http://fortgier.pl/p/33/24327/studium-nad-bitwa-miekka-oprawa—publikacje-przekrojowe-ksiazki-ksiazki-historyczne.html

POWSTANIE CYWILISA 69-70. Agnieszka Bartnik

bartnikpowstanie

Prezentowana pozycja ukazała się staraniem zabrzańskiego wydawnictwa InfortEditions w 2011 roku w ramach serii Pola bitew. Celem pracy było przybliżenie czytelnikom losów powstania germańskiego plemienia Batawów znanego w naszej historiografii, od imienia przywódcy, Powstaniem Cywilisa. Zryw Germanów miał miejsce podczas trudnego dla Rzymu okresu zwanego „rokiem czterech cesarzy”.

Książka liczy 84 strony. Zawiera 9 map i schematów. Podzielona została na wstęp, cztery rozdziały i zakończenie. We wstępie przedstawiono cel pracy. Pierwszy rozdział prezentuje sytuację polityczną w Imperium w pierwszej połowie I wieku n.e.. Kolejny to krótki opis walk czterech pretendentów o cesarską purpurę. W trzecim rozdziale Autorka opisuje przebieg tytułowego powstania. Ostatni rozdział to lakoniczne przedstawienie konsolidacji państwa po zwycięstwie Wespazjana. Redakcja pracy jest niestety mocno przeciętna, mówiąc eufemistycznie. Na 84 stronach znalazłem blisko 20 literówek. Dodatkowo, w trakcie lektury odniosłem wrażenie, że niektóre partie tekstu zostały „pocięte”, co powoduje zupełną nieczytelność fragmentów książki. Szczególnie dotyczy to drugiego rozdziału, gdzie często opisy są zupełnie niekompatybilne z załączonymi mapami.

Temat powstania jest niewątpliwie ciekawy. Niestety Autorka nie podołała zadaniu. Praca zawiera wiele błędów merytorycznych, w tym wręcz kuriozalne. Mamy więc w całej książce Legion Vitrix (co nic nie znaczy) zamiast Legion Victrix (zwycięski). Pojawia się jakieś plemię Rokoksolanów (czy jakoś podobnie) zamiast Roksolanów. Pojawia się także żywiący nieustającą sympatię do Rzymian Kommiusz, który po swojej ucieczce do Brytanii szczerze nienawidził swych dawnych przyjaciół. Przy opisie przebiegu powstania wyraźnie widać, że Autorce brakowało koncepcji. Cały rozdział liczy ok. 30 stron, a blisko połowa to opis przyczyn zrywu Germanów. Niestety jest to ta połowa tekstu to wielokrotne powielanie tych samych argumentów. Gdyby rozdział „wycisnąć” to z 15 stron zostałoby jakieś 4-5. Przebieg działań wojennych bardzo lakoniczny, co zresztą wynika z niewielkiej ilości dostępnych nam źródeł.

Generalnie temat raczej na duży artykuł niż na książkę, nawet tak niewielkiej objętości. Dodatkowo Autorka polegał  na wielu polach. Moim zdaniem szkoda czasu na lekturę.

Moja ocena 1/6

ROGI HITTINU 1187 – Marian Małecki

473084-352x500

W 2010 roku zabrzańskie wydawnictwo InfortEditions oddało do rąk Czytelników pracę dr Mariana Małeckiego pod wyżej wymienionym tytułem. Książka ta przedstawia polityczno -historyczne tło oraz przebieg tytułowej bitwy, która przesądziła o losie państw chrześcijańskich na Bliskim Wschodzie. Ponieważ historia Bizancjum i państw Outmeru znajduje się w kręgu moich zainteresowań, z wielkim zainteresowaniem sięgnąłem po tę pozycję. I nie zawiodłem się!

Książka liczy 334 strony. Została podzielona na 8 rozdziałów, wstęp i zakończenie. Autor dodał także całkiem pokaźnych rozmiarów aneks z tekstami źródłowymi na temat przebiegu bitwy. Pozycja opatrzona została 10 mapami oraz liczne fotografie wykonane przez samego Autora. Dodatkowo w pracy umieszczono 3 kolorowe, bardzo ładne, rysunki wojowników z epoki. Strona edytorska bardzo dobra. W całej pracy znalazłem raptem kilka drobnych literówek. Lektura całości – to była dla mnie czysta przyjemność.

Muszę przyznać, że jak na pracę popularno-naukową (z zdecydowanym akcentem na „naukową”), Autorowi udało się zachować ciągłość narracji niczym w utworze beletrystycznym. Jednocześnie idealnie zachował proporcje między wprowadzeniem do tematu (synod w Clermont, I Krucjata itd. okres rozkwitu Królestwa Jerozolimskiego – dwa pierwsze rozdziały tj. ok. 98 stron) a zagadnieniami stricte poprzedzającymi opisywaną bitwę i sam jej przebieg (100 stron w trzech rozdziałach). Aby jeszcze jaskrawiej przedstawić te powiązania, zaznaczę, że okres od 1095 roku  do 1174 przedstawiono na 98 stronach. Kolejne 7 lat na 38 stronach, a przebieg samej bitwy na 62. W szóstym rozdziale autor przedstawia oblężenie Jerozolimy i jej upadek oraz inne wydarzenia prowadzące do III Krucjaty. Dwa ostatnie rozdziały prezentują najnowszy stan badań nad ruchem krucjatowym oraz aspekty prawne obecności państw krzyżowców na Bliskim Wschodzie.

Sam opis bitwy jest bardzo klarowny, opatrzony mapami. Każdy etap starcia jest przedstawiony w sposób logiczny a narracja prowadzona wartko, fachowo i ciekawie. Autor nie unika trudnych kwestii, prezentując swoje poglądy. Jedyne czego mi zabrakło to przedstawienia wojskowości stron konfliktu w syntetycznej, ale jednak zdecydowanie bardziej rozbudowanej formie, niż ma to miejsce w książce. Marian Małecki prezentując obie armie poświęca sztuce wojennej raptem 2,5 strony. Praktycznie w sposób minimalny potraktowano taktykę przeciwników. To zdecydowanie, w mojej ocenie, za mało, aby uznać temat bitwy na najbliższą dekadę za wyczerpany. Jest to jedyne zastrzeżenie, jakie zgłaszam do tej pracy.

Bardzo ciekawymi okazały się dwa ostatnie rozdziały. Co prawda w drugiej połowie pierwszej dekady XXI stulecia ukazało się w naszym kraju kilka dobrych prac traktujących o krucjatach, lecz wszystkie miały charakter przekrojowy, lub dotyczyły konkretnych wypraw. Żadna jednak nie przedstawiała w tak kompleksowy sposób stanu badań jak też nie prezentował prawnych konotacji obecności Franków na Bliskim Wschodzie. Nie wnikając w szczegóły, musiałem zweryfikować trochę informacji, zapamiętanych jeszcze z prac Stevena Runcimana. Bardzo dobrze, że zabrzańskie wydawnictwo kontynuuje badania nad państwami krzyżowymi w serii „Szlakiem krucjat„.

Podsumowując, jest to praca świetna, zdecydowanie warta przeczytania nie tylko przez pasjonatów wojskowości, ale także miłośników krucjat czy średniowiecza w ogóle.

Moja ocena 5,5/6

CIVITA CASTELLANA 1798 – Marian Witasek

fa612dc61812ba0df95f0988b54eccbf

W 2007 roku nakładem Domu Wydawniczego Bellona ukazała się tytułowa praca autorstwa Mariana Witaska. Wbrew tytułowi, książka traktuje o całej  wojnie pomiędzy rewolucyjna Francją a Królestwem Obojga Sycylii, która wybuchła 23 listopada 1798 roku i doprowadziła do upadku Burbonów neapolitańskich. O tytułowej, i wcale nie najważniejszej bitwie tej wojny, jest raptem 10 stron.

Praca, jak na serię Historyczne Bitwy, jest całkiem obszerna, liczy sobie bowiem  324 strony. Dołączono do niej 4 czarno-białe mapy. Książka została podzielona na 23 rozdziały i „rozdzialiki” różnej wielkości. Bardzo słabo prezentuje się bibliografia tej książki obejmująca 22 pozycje, w połowie z domeny publicznej. Nie jest to co do zasady zarzut, ale w tym przypadku, niestety, ma to negatywny wpływ na treść, o czym dalej.

Książka Mariana Witaska stanowi nieudane streszczenie pracy prof. Jana Pachońskiego Wojna francusko – neapolitańska z 1947 roku. Niestety jest to bardzo nieudane streszczenie (by nie użyć o wiele mocniejszego, pejoratywnego słowa), bowiem „tnie”  bardzo nieumiejętnie narrację pierwowzoru. Nie ma się zresztą czemu dziwić, skoro Jan Pachoński opis wojny zawarł w dwóch tomach liczących ponad 1000 stron łącznie, a tu autor zamknął cały opis, wraz z prezentacją wojsk na nieco ponad 320 stronach. Katastrofalnie prezentuje się rozdział o wojskach republikańskich – szczególnie w części dotyczącej armii Ancien Regime. Autor nic nie wie o zmianach, jakie zaszły w armii francuskiej po wojnie siedmioletniej. Nie są mu znane rozważania Guiberta, Bourceta czy de Broglie’go. Przypis nr 7 na stronie 39 to kompletna bzdura, nie znajdująca potwierdzenia w materiałach źródłowych (jak najbardziej „nie szlachcic” po 1758 roku mógł zostać oficerem, tyle że wykazując się postawą na polu bitwy. Szlachta miała wyłączność na edukację w szkołach wojskowych). Opis przemian w armii rewolucyjnej chaotyczny i niepełny. Bardzo dobry opis Legionów Dąbrowskiego (co nie dziwi – w bibliografii mamy monumentalne dzieło Pachońskiego). Przyzwoity opis armii neapolitańskiej, ale z krzywdzącą i opartą o stereotypy oceną jej kadry dowódczej.

Przebieg działań wojennych bardzo niekonsekwentny. W części dotyczącej udziału Legionów, bardzo taktyczny, w pozostałej w zasadzie ogranicza się do szczebla operacyjnego (co też nie dziwi – praca Pachońskiego o Legionach). Nelson urasta do roli szarej eminencji, a jego rola w wypadkach została wyolbrzymiona. Jest to wynikiem fatalnego doboru bibliografii. Autor, poza Pachońskim, korzystał z popularnej pracy  Bidwellów Admirał i kochanek – starej, bez przypisów i o niewielkiej bibliografii. Nie sięgnął po dość nową i wydaną w 2001 roku przez PIW popularno-naukową biografią angielskiego admirała pióra Christophera Hibberta. Bardzo krzywdząca ocena Marii Karoliny. Generalnie, warstwa polityczna książki obciążona jest blisko 70 letnią oceną Pachońskiego, która w świetle nowszych prac, nie wytrzymuje krytyki.

W całej pracy najwięcej miejsca poświęcono udziałowi Legionów w walkach. Zdecydowanie praca powinna nosić tytuł Legiony polskie w wojnie francusko-nepolitańskiej.

Również korekta w pracy „niedomaga”. Jest sporo lapsusów językowych i literówek.

Generalnie książki nie polecam. To samo, a piękniejszą polszczyzną i dokładniej, Czytelnik znajdzie we wspomnianych pracach prof. Jana Pachońskiego. Jedyna przyczyna, dla której można tę prace przeczytać, to trudności z dostępność wspominanych dzieł Pachońskiego.

Książka dostępna tylko na rynku wtórnym.

Moja ocena 2/6

WOJNY DACKIE 101-106 n.e. – Andrzej Dubicki

wojny-dackie-101-106-n-e-b-iext38689675

W 2013 roku zabrzańskie wydawnictwo InfortEdition udostępniło Czytelnikom pracę dr Andrzeja Dubickiego pod wyżej wymienionym tytułem.

Tematem przewodnim pracy są dwie kampanie cesarza Trajana przeciwko dackiemu państwu Decebala. Jest to pierwsza, i jak na razie jedyna w naszym kraju, publikacja o charakterze syntetycznym na temat obu kampanii. Do tej pory w Polsce ukazywały się jedynie artykuły przyczynkowe. Przy tym jest o tyle ciekawa, że nie napisał jej badacz, dla którego starożytność jest epoką wiodącą, a naukowiec zajmujący się przede wszystkim historią Rumunii.

Książka liczy 175 stron i została podzielona została na siedem rozdziałów, wstęp, zakończenie oraz aneksy. Rozdział pierwszy traktuje o Dakach. Przedstawiono w nim zarówno strukturę społeczną, jak i organizację i wyposażenie wojsk dackich. Drugi rozdział traktuje o wojskach rzymskich, ich organizacji i wyposażeniu. Trzeci rozdział to prezentacja najstarszych dziejów plemion dackich do czasów Flawiuszy. W kolejnym Autor przedstawia kampanie ostatniego dwudziestolecia przed wybuchem wojen dackich. Następne dwa rozdziały (piąty i szósty) to opis obu wojen Trajana z Decebalem i ostateczny upadek państwa Daków. W ostatnim rozdziale przedstawiono organizację nowej prowincji.

Odnoszą się do treści, należy stwierdzić, że liczba dostępnych źródeł o wojnach jest znikoma. Dzięki płaskorzeźbom z Kolumny Trajana i pracom archeologicznym możemy tę wiedzę uzupełnić. A. Dubicki wykorzystał w swojej książce mnóstwo prac rumuńskich, co należy zaliczyć na zdecydowany plus publikacji. Świetnie opracowany jest rozdziały o Dakach i ich dziejach. Również przebieg jednej i drugiej wojny został dobrze opisany. Zdarzają się lapsusy jak Łuk zamiast Kolumny Trajana. Brak jest też kilku ważnych zachodnich publikacji na temat Trajan i Kolumny Trajana.

Książkę czyta się dobrze. Język autora przystępny. Większych braków w zakresie redakcji nie stwierdziłem.

Książkę zdecydowanie polecam. Niestety pozycja dostępna jest jedynie na rynku wtórnym.

Moja ocena: 5/6