Niemcy bronią się przed Polską – Robert Citino

T214098

W 2012 roku wspólnym wysiłkiem Instytutu Wydawniczego ERICA oraz Wydawnictwa Tetragon ukazała się jedna z pierwszych prac prof. Citino. Po raz pierwszy w naszym kraju publikację tę wydało wydawnictwo Tetragon w 2010 roku. Sukces wydawniczy prawdopodobnie skutkował kooperacyjnym wznowieniem.  W żadnym wypadku nie jest to książka fantastyczna.

Książka Roberta Citino ma już swoje lata, ukazała się bowiem po raz pierwszy w 1987 roku. Autor nie miał wówczas dostępu do polskich archiwów. Mimo wszystko praca Amerykanina w żaden sposób się nie zdezaktualizowała.

Praca liczy 351 stron. Zawiera dwie przedmowy i została podzielona na cztery rozdziały oraz zakończenie. Oczywiście dodano indeks geograficzny (rodzimy dodatek) oraz obszerną bibliografię. Publikacja zawiera również kilkanaście map. Są jednak często mało czytelne. mimo starań ich wykonawcy. Niedostateczna też jest, w mojej ocenie, także oprawa graficzna. Zdjęć z tego arcyciekawego okresu historii niemieckiej armii jest w książce jak na lekarstwo.

Rozdział pierwszy poświęcono trudnym początkom Reichswehry. Lata 1918-1921 to walka nie tylko o liczebność niemieckiej armii, ale przede wszystkim o jej organizację oraz strukturę osobową. Ścieranie się dwóch głównych poglądów co do pierwszeństwa w pozostawieniu oficerów frontowych czy sztabowych w służbie. Problemy z Freikorpsami, konieczność obrony Prus Wschodnich przed naruszeniami granicy w trakcie wojny polsko-bolszewickiej. Przepychanki z Międzysojuszniczą Komisją Kontroli, która nie posiadała instrumentów, aby wyegzekwować swoje postanowienia. Kwestie demobilizacji armii do osiągnięcia wymaganych traktatem wersalskim 100.000.

Rozdział drugi to opis okrzepnięcia zawodowej armii szkolonej i indoktrynowanej wg koncepcji szefa Heeresleitung gen. por. von Seeckta, ale w kontekście Niemiec Wschodnich. Niezwykle interesujące  w tym rozdziale są analizy manewrów oddziałów z Prus Wschodnich przeprowadzone  1925 roku, a także ocena jednostek i żołnierzy dokonana przez amerykańskiego attache wojskowego.  Uderzająca jest wysoka ocena zarówno przygotowania fizycznego młodych żołnierzy, jak i ich kunsztu wojskowego. W trakcie manewrów obie strony dążyły zawsze do wyjścia na flankę przeciwnika. Odpowiadało to forsowanej przez Seeckta koncepcji armii wysokomanewrowej, dążącej do rozstrzygnięcia. Omówiono również kwestie dyslokacji pokojowej jednostek, które bardzo rozproszono dla celów politycznych, choć z punktu widzenia sztuki wojennej było to błędne.

Kolejny rozdział czytałem z pewną przykrością. Dotyczy on bowiem oceny polskiej armii lat 20-tych widzianej oczyma Niemców. Nasi zachodni sąsiedzi niestety nie wystawiali naszemu wojsku do 1933 roku wysokiej oceny.  Wysoko oceniano walory naszej piechoty i kawalerii, znacznie niżej wszystkich broni technicznych. Niską ocenę wystawiano naszej kadrze dowódczej. Zwracano uwagę na słabą współpracę artylerii i broni technicznych z piechotą i kawalerią. Ataki przeprowadzano frontalnie, bez wsparcia broni pancernej, którą trzymano z tyłu w rezerwie. Kiedy zdecydowano się użyć czołgów, współpraca wyglądała gorzej niż źle, a i techniczne przygotowanie pojazdów pozostawiało wiele do życzenia. Wskazywano na stary i zużyty sprzęt artyleryjski oraz jego małą mobilność. Podobne oceny do Niemców prezentowali także zagraniczni obserwatorzy obserwujący polskie manewry. Autor zdaje sobie sprawę z przyczyn tego stanu rzeczy – słaba gospodarka i zależność od zagranicznych dostawców. Prof. Citino zwraca uwagę na podjęte przez polski rząd działania zmierzające do zmiany tego stanu. Należy się także zgodzić z jego oceną przyczyn niskich kwalifikacji wyższej kadry dowódczej Wojska Polskiego. Decydowała lojalność wobec marszałka a nie kwalifikacje. Brak dostępu do polskich źródeł uniemożliwia autorowi ustosunkowanie się do niemieckich ocen. Biorąc pod uwagę np. to, że podstawowym działem polowym armii niemieckiej i polskiej w owym czasie była armata pochodząca z końca XIX wieku, trudno uznać zarzut o przestarzałości sprzętu za zasadny w tym czasie.

Czwarty rozdział to ewolucja Reichswehry do armii nowoczesnej. Dzięki zmianie na kierowniczym stanowisku niemieckie kierownictwo wojskowe odeszło od planów czysto defensywnych a zaczęło patrzeć na kwestie bezpieczeństwa Rzeszy z szerszej perspektywy. Rozwój floty i uwzględnienie jej w planach strategicznych wojny z Polską (m.in. opis ewolucji kapitalnych planów ataku na Gdynię) wskazywały na przejście od stricte defensywnego myślenia strategicznego na rzecz bardziej elastycznego. Wyrazem tego podejścia było przygotowanie do zwiększenia liczebności armii poprzez szkolenie tzw. „ochotników”. Co ciekawe ukrywano te fakty przed władzami cywilnymi. Przedstawiono także zmiany dyslokacji pokojowej jednostek uwzględniające przede wszystkim potrzeby koncentracji i mobilizacji a nie kordonu osłonowego. Jeśli do damy do tego walkę o nowe fortyfikacje, wykorzystanie samochodów i atrap pojazdów pancernych podczas manewrów (ponownie bardzo wysoko ocenianych przez zagranicznych specjalistów), dostrzeżemy zalążek armii, która przystąpiła w 1939 roku do wojny światowej.

Książka jest napisana bardzo ciekawie, w oparciu o zachowane w amerykańskich archiwach niemieckie źródła. Moim zdaniem zdecydowanie warto ją przeczytać, a każdy zainteresowany przedwrześniowym wojskiem powinien mieć ją w swojej bibliotece.

Moja ocena 5/6

Ksiązka dostępna w księgarni FortGier.pl

https://fortgier.pl/p/32/23419/niemcy-bronia-sie-przed-polska-czasy-najnowsze-xx-xxiw-ksiazki-ksiazki-historyczne.html

oraz u wydawcy.

Reklamy

Pod pogańskim sztandarem – Artur Szrejter

pod-poganskim-sztandarem-dzieje-tysiaca-wojen-slowian-polabskich-od-vii-do-xii-wieku-b-iext36114049

W 2014 roku nakładem Instytutu Wydawniczego ERICA ukazała się praca Artura Szrejtera pt. Pod pogańskim sztandarem. Książka ta traktuje o historii Słowian Połabskich – plemion słowiańskich, o których niewielu moich rodaków słyszało. Jest to popularno – naukowa próba systematyzacji dziejów zachodniej słowiańszczyzny.

Autor, archeolog, przyjął ciekawą koncepcję prezentacji historii plemion połabskich. Mianowicie prowadzi nas przez ich dzieje przedstawiając chronologicznie ich władców i zdarzenia, które zaszły lub prawdopodobnie miały miejsce w trakcie ich panowania. Takie podejście skutkuje konstrukcją książki, która została podzielona na wiele krótkich rozdziałów. Dodatkowo, w „ramki” wstawiono informacje archeologiczne, krótką ocenę najważniejszych kronik itp., luźno związane z tematem inne zagadnienia (np. opisy znaków pogańskich).

Od razu napiszę, że książka bardzo mi się podobała. Przede wszystkim autor pisze jaki jest stan wiedzy – a ten jest bardzo niewielki. Wynika to z prozaicznej przyczyny braku źródeł. Archeologia ich nie zastąpi, choć niewątpliwie pogłębia naszą wiedzę o naszych zachodnich pobratymcach. Stąd całe fragmenty książki to czysta spekulacja. Wprawdzie opiera się ona o najbardziej prawdopodobne hipotezy, ale w każdej chwili może ulec zmianie na skutek nowych wyników badań. Stąd najczęściej chyba używanymi przez autora słowami są „prawdopodobnie”, „możliwe”, „być może”.

Wielką zaletą pracy jest język autora. Popularno – naukowy charakter pracy wymusza odpowiedni, zrozumiały dla czytelnika język. Artur Szrejter posługuje się prostym językiem, brak w nim wyszukanych, naukowych sformułowań. Jeśli już zachodzi konieczność użycia „technicznego” zwrotu, zostaje on dokładnie objaśniony.

Moim zdaniem mapy są wystarczające. Przy wielce hipotetycznym i niepewnym materiale źródłowym nic więcej poza ogólnymi mapami Połabia zamieścić nie można było. Dodatkową zaletą są plany archeologiczne słowiańskich osad. Natomiast zarzut mam do warstwy ilustracyjnej. Prosiłoby się choć kilkanaście zdjęć kultury materialnej Słowian Zachodnich w postaci wkładki. Zapewne nie podrożyłoby to książki.

W książce brak jest przypisów, co wynika z przyjętej koncepcji  bardziej popularnego charakteru pracy. Bibliografia na końcu jest bardzo okazała. Dodatkowym atutem są orientacyjne tablice genealogiczne połabskich dynastii.

Nie potrafię ocenić wartości merytorycznej książki. Nie zmienia to mojej wysokiej oceny pracy, na co niebagatelny wpływ miał właśnie język autora i faktyczna baza źródłowa do dziejów zachodniej słowiańszczyzny. Książkę świetnie się czyta. Historia, którą autor opowiada jest fascynująca. Dlatego gorąco polecam.

Moja ocena 5/6

Książkę można zakupić u Wydawcy oraz w księgarni internetowej fortgier.pl

http://fortgier.pl/p/29/23886/pod-poganskim-sztandarem-sredniowiecze-ksiazki-ksiazki-historyczne.html

Paweł Rochala Vercellae 101 p.n.e.

 

 

64711

W 2013 roku Wydawnictwo Bellona wznowiło, pod nowym, ww. tytułem, i w nowej szacie graficznej pracę Pawła Rochali Imperium u progu zagładyVercellae 101 p.n.e. jest zupełnie niezmienioną wcześniejszą publikacją tego autora w serii Wielkie bitwy – Wielcy dowódcy.

Książka liczy 240 stron i podzielona została na 10 rozdziałów. Opatrzono ją w klikidziesięcioma fotografiami rekonstruktorów, pejzaży współczesnych terenów bitwy, kilkoma grafikami. Dodano 5 map (jedną ogólną i po dwie bitew pod Aquae Sextiae oraz Vercellae).  Nieątpliwa zaletą jest styl i język autora. Książkę czyta się szybko i przyjemnie.

Koncepcyjnie praca podzielona została na dwie zasadnicze części: „germańską” i „rzymską”. Na część „germańską” składają się rozdziały poświęcone pochodzeniu Cymbrów i Teutonów, przyczynom wędrówki, kwestiom wyżywienia i władzy, opis wędrówi przez Germanię i północną Celtykę, efekt kuli śnieżnej. Do tej części zaliczyłbym także rozdział poświęcony organizacji wojskowej Cymbrów i Teutonów, uzbrojeniu i taktyce. Poza tym pojedyncze podrozdziały trafiają się w innych rozdziałach. Najbardziej interesującym z nich był dla mnie ten, który traktował o przejściu Cymbrów przez Alpy i ich poczynaniach w północnej Italii.  Ta część książki była dla mnie ciekawsza.

Pozostałe rozdziały zakwalifikowałem do części „rzymskiej”. Autor przedstawiam nam sytuację wewnętrzną i zewnętrzną Imperium, pierwsze porażki w walkach z Germanami oraz marazm w wojnie z królem Numidii Jugurtą. Następnie przybliżona została postać „ojca opatrznościowego” Rzymu – Gajusza Mariusza. W dalszej kolejności mamy rozdział poświęcony organizacji, strukturze i taktyce armii rzymskiej, udziałowi sprzymierzeńców w wojnie itp.. Dwa kolejne rozdziały poświęcone rozbicu Teutonów i Cymbrów, a ostatni karierze Mariusza i dyktaturze Sulli. Ta część w mojej ocenie jest zdecydownie słabsza.

Przede wszystkim zarówno analiza sytuacji wewnętrznej jak i zewnętrznej jest bardzo powierzchowna. Podrozdziały poświęcone Mariuszowi to swoisty panegiryk. Szkoda, że zawierający wiele przekłamań czy mitów na temat tej, cokolwiek o niej nie mówić, wybitnej postaci. O charakterze Mariusza stanowią jego czyny. Nie ma żadnych podstaw, aby kwestionowac przekazy źródłowe, jako mu nieprzychylne. Gajusz Mariusz był po prostu „wichrzycielem i warchołem”, którym kierowała przede wszystkim żądza władzy. Wojnę przeciwko Jugurcie prowadził 3 lata, zamiast obiecanego roku. Odrzucanie przekazów źródłowych tylko dlatego, że pochodzą z środowiska nieprzychylnego Mariuszowi jest lekko niepoważne. Nudne i dość płytkie były strony poświęcone organizacji armii rzymskiej, jej taktyce itp. Zawierają one błędy, jak np. łamliwy, drewniany klin Mariusza (empirycznie udowodoniono, że nie było mozliwości aby się złamał). Opis konfliktu Sulli z Mariuszem więcej niż naiwny i niczym nieudokumentowany. Do tego dochodzi niechęć do rzymskiej arytokracji i jej przedstawicieli na dowódczych stanowiskach. Szczególnie autor upodobał sobie jako ofiarę wodza drugiej rzymskiej armii Katulusa. Jawi się on nam prawie jak imbecyl. Tymczasem przekazy źródłowe dają zupełnie inny obraz tego człowieka.

Sam opis tytułowej bitwy również budzi wątpliwości w kilku miejscach. Przede wszystkim nie ma żadnej próby wyjaśnienia czym kierowało się dowództwo germańskie, przyjmując taki a nie inny plan bitwy. Tym bardziej, że wobec przyjętego szyku rzymskiego, propozycja p. Rochali wydaje się co najmniej dziwna. Przy tak głębokim szyku, jak proponuje, niezmiernie ciężko byłoby powstrzymać atakujących Germanów (bardzo przypominał on uszykowanie Rzymian pod Kannami). Pomijam, jako bardzo małoprawdopodobne, źródłowe przekazy, że wojownicy czołowej linii byli ze sobą związani łańcuchami, aby utrudnić jej zerwanie. Zresztą sam autor zauważa implikacje takiego „rozwiązania”, a mimo to przechodzi nad nim do porządku dziennego.

Reasumując, w mojej ocenie jest to nasłabsza książka z historii wojskowości p. Rochali. Przyjemnie się ją czyta, ale zagadnienie wymaga jednak bardziej dogłębnej analizy. Można przeczytać, ale zdecydowanie szkoda miejsca na półce.

Moja ocena 3,5/6

Tomasz Ładoń – WOJNA SERTORIAŃSKA (80-71 p.n.e.)

W 2011 roku nakładem NapoleonaV ukazała się rozprawa dr Tomasza Ładonia w przedmiocie „białej plamy” w naszej historiografii starożytnej – praca o wojnie sertoriańskiej. Jest to zagadnienie znikomo poruszane w rodzimej publicystyce i literaturze (w ostatniej dekadzie głównie przez autora omawianej pracy). Tym chętniej sięgnąłem po tak „niszowy” tytuł.

Książka, licząca 174 strony, podzielona została na dwie zasadnicze części. Pierwsza, wyraźnie krótsza, poświęcona została dzieciństwu i pierwszym krokom Sertoriusza w polityce i karierze wojskowej. Druga przedstawia przebieg tytułowego konfliktu. Dla ułatwienia lektury autor podzielił obie części na podrozdziały. Jest to duży plus (drugi obok podjętego tematu). Po zasadniczej treści publikacji zamieszczone zostały aneksy oraz dodatek o wodzach i liczebności wojsk republikańskich oraz sertoriańskich.

Strona edytorska publikacji prezentuje się bardzo dobrze. Świetnie wyglądająca, twarda, klejona  okładka i szyty grzbiet oraz dosyć dobry papier, robią pozytywne wrażenie. In minus ocenić należy zaś jedynie kilka zdjęć monet i rzeźb postaci przewijających się na kartach pracy. Dodatkowo zostało umieszczonych sześć map autorstwa Pawła Derejczyka. O ile do dwóch map ogólnych nie można mieć zastrzeżeń, to plany bitew, mimo że wizualnie ładne, są zupełnie nieczytelne.

Bibliografia jest bardzo rozbudowana – liczy sobie 15 stron źródeł i opracowań w języku polskim, angielskim, rosyjskim, niemieckim, włoskim i francuskim.

Opisując karierę wojskową i polityczną Sertoriusza oraz sam przebieg wojny, autor koncentruje się przede wszystkim na zagadnieniach politycznych. Sporo miejsca poświęcone jest spornym kwestiom jak choćby sertoriański senat, ale też omówiono m.in. politykę różnych stronnictw wobec ludów zamieszkujących Hiszpanię, kontakty Sertoriusza z rzymskimi senatorami, czy układy z „arcywrogiem” Rzymu – Mitrydatesem VI. Aspekty militarne są na drugim planie. Akurat przy opisie konfliktu wewnętrznego, gdzie jedna z jego stron silnie posiłkuje się autochtonami na głównym teatrze działań, uznać to należy za wadę. W trend ten wpisuej się brak choćby zarysu wojskowości hiszpańskiej i jej przemian związanych  z adaptacją ekwipunku rzymskiego oraz brak przedstawienia wojskowości rzymskiej (choć to drugie nie jest tak dotkliwe, biorąc pod uwagę mimo wszystko dość dużą liczbę pozycji w tym przedmiocie dostępnych na rynku – nawet z oferty NapoleonV). Także tam, gdzie odnosi się do apektów szeroko pojętej wojskowości, dr Ładoń stawia dość dyskusyjne tezy jakoby dla Iberów produkcja kolczug miałaby być trudna. Akurta liczne znaleziska archeologiczne jak i opracowania współczesne jednoznacznie wskazują na wysoki poziom metalurgii wśród iberyjskich plemion, poświadczony już od interwencji punickiej.  Opisy bitew są krótkie i treściwe. Jednak tam, gdzie wymaga to analizy źródeł, autor się przed nią nie cofa (vide bitwa pod Segovią). Oczywiście na taki stan rzeczy wpływ mają dostępne nam źródła konfliktu.

Praca jest napisana lekko jak na naukowy charakter. Czyta się ją przyjemnie. To kolejny plus dla autora.

Konkludując jest to praca ważna dla każdego miłośnika starożytności. Wskazane mankamenty ani nie przeszkadzają w odbiorze, ani też nie wpływają na ocenę że jest to bardzo dobra książka. Szkoda, że książka jest dostępna jedynie na rynku wtórnym. Mam nadzieję, że tak dobrą pracę wydawnictwo wznowi np. w miękkiej okładce.

Moja ocena 5/6

Gorąco polecam.

XII Galicyjskie Manewry Strategów – 7-9 sierpnia 2015

W dniach 7-9 sierpnia 2015 r., a więc za 4 tygodnie, odbędą się już po raz dwunasty Galicyjskie Manewry Strategów. Tradycyjnie spotkanie odbędzie się w Muszynie. W ciągu trzech dni odbędą się turnieje w różne gry, a także będzie można wziąć udział w  wielu innych rozgrywkach. Serdecznie zapraszam na tę miłą imprezę.

Więcej można przeczytać tu:

http://www.wojenne-planszowki.pl/viewtopic.php?p=127582&sid=715773d24a70d501af4868831690425b#127582

Celles: Battles of the Bulge – pierwsze tury (II)

Tym razem przebieg rozgrywki w ten, jak mi się wydaje intrygujący tytuł.

Ciekawe Gry

Po setupie przyszła kolej na pierwsze dość niepewne ruchy, gdyż gra „Celles: Battles of the Bulge” ma nieco inaczej zaprojektowany system walki, niż w znanych mi tytułach.

Aktywacje GER Aktywacje GER

Ponieważ strona niemiecka zdobywa punkty między innymi wówczas, gdy jej jednostki skończą turę przyległe do Mozy (w domyśle próbując forsować mosty, choć to w mechanice nie ma odwzorowania), więc kusząca jest perspektywa szybkiego marszu na zachód, by maksymalizować te zdobycze już od pierwszych tur. Dodatkowo pierwszą turę zaczynają zawsze Niemcy (w przeciwieństwie do następnych, w których decyduje modyfikowany rzut kością), więc mogłaby to być niepowtarzalna okazja. Nie wiedziałem jednak jak potoczą się walki i bałem się nieco odcięcia od zaopatrzenia tak dalekich zagonów, więc postanowiłem zrobić rozpoznanie walką, by sprawdzić, do czego zdolne są zarówno jednostki niemieckie, jak i alianckie. Ponieważ początkowo bataliony Wermachtu ze 116 i 2 dywizji pancernej mają tylko naprzeciw siebie 84 dywizję piechoty US Army, strona amerykańska…

View original post 265 słów więcej