SPALONA ZIEMIA – Paul Carell

56ba8cd710d13

W 2003 roku Dom Wydawniczy „Bellona” oddał w ręce czytelników tłumaczenie drugiej książki Paula Carella o wojnie na Froncie Wschodnim. Tym razem autor opisuje działania od stycznia 1943 do rozbicia Grupy Armii „Środek” na Białorusi w czerwcu 1944. Oczywiście, analogicznie jak w „Operacji Barbarossa”, ciężar narracji nie został rozłożony równomiernie na wszystkie trzy odcinki gigantycznego frontu. W „Spalonej Ziemi” uwaga Carella przede wszystkim koncentruje się na Grupie Armii „Południe” czy generalnie południowym odcinku frontu od styku z GA „Środek” po Morze Czarne. Działania bojowe na północnym i środkowym odcinku przedstawiono w bardzo niewielkim zakresie. Szczególnie niewiele miejsca zajmuje GA „Północ”. Opis jej walk obejmuje tylko rok 1943. Także GA „Środek” została mocno skrótowo potraktowana.

Książka liczy 500 stron. Zawiera przedmowę autora i osiem merytorycznych części. Na końcu znajdują się dokumenty, wykaz map, skrótów oraz bibliografia. W pracy znajduje się 49 map oraz trzy wkładki z czarno-białymi zdjęciami. Mapy niestety bardzo ogólne, ale pozwalające zorientować się w sytuacji (choć zdaje sobie sprawę, że ta ocena może być przedmiotem sporych kontrowersji).

Ponieważ, w ocenie Paula Carella bitwa na łuku kurskim miała decydujące znaczenie dla dalszego przebiegu wojny na Wschodzie, książka zaczyna się od opisu tego starcia. Następnie, już w porządku w miarę chronologicznym, autor prowadzi na przez walki nad Donem, opisuje odwrót z Kaukazu, by przenieść się pod Leningrad i Wielkie Łuki. Potem znów wracamy na południe i w jednym bloku Carell przedstawia walki od sowieckich ofensyw na Charków w sierpniu 1943 po zajęcie Krymu wiosną 1944. Ostatnia część została poświęcona destrukcji GA „Środek” w operacji „Bagration”.

Jakość poszczególnych części, a nawet rozdziałów, jest nierówna. Oczywiście, podejmując się takiego trudu, naturalne jest prezentowanie opisywanych walk z perspektywy wyższych związków taktycznych i związków operacyjnych. Niestety ta perspektywa zostaje zachwiana przez poświęcanie szczególnej uwagi południowemu odcinkowi frontu. Bardzo słaby jest rozdział o bitwie kurskiej. Równie źle prezentuje się opis walk na Białorusi latem 1944. W mojej ocenie istnieje prawidłowość, która polega na tym, ze Carell więcej uwagi poświęca tym walkom, które można uznać za w jakiś sposób zwycięskie dla Niemców, a traktuje „po macoszemu” te, w których Wehrmacht poniósł zdecydowaną klęskę w jego opinii. Nie jest to miejsce na jakąś szczególną polemikę z poglądami Niemca na istotność tej czy innej bitwy. Należy pamiętać, że książka ta powstawała pół wieku temu. Dotknięta jest zatem licznymi ograniczeniami związanymi choćby z zupełnym brakiem dostępu do radzieckich archiwów. Także dziwić nie może prawie wyłącznie, w zdecydowanie większym stopniu niż w „Operacji Barbarossa”, perspektywa niemiecka. Oczywiście, autor w opisie „schodzi” na poziom pojedynczego żołnierza. Zabiegów takich jest jednak zdecydowanie mniej, niż we wcześniejszej części. Narodowość autora oczywiście koreluje z wyraźną sympatią dla konkretnej strony. Niestety prowadzi to do ciągłego utyskiwania Carella a to na Hitlera, a to na braki w ilości wojsk, w uzbrojeniu, na przewagę liczebną wroga. Często są one wręcz kuriozalne i sprzeczne z zasadami sztuki wojennej (jak narzekania na wielką przewagę liczebną Rosjan – uzyskanie przewagi liczebnej w punkcie ciężkości jest jedną z elementarnych zasad; swoją drogą podczas opisów walk latem 1941 czy 1942 Niemcowi nie przeszkadzało wyzyskiwanie tej zasady przez Wehrmacht). Jest to po 200 stronach mocno nużące. Autor skrzętnie pomija temat niemieckich zbrodni wojennych, ale podkreśla fakt ewakuacji z wojskiem niemieckim cywili tych nacji ZSRR, które Niemców wspierały.

„Tradycyjnie” szwankuje tłumaczenie. Uległo ono poprawie w stosunku do „Operacji Barbarossa”, jednak dalej pozostawia dużo do życzenia. Prawie zniknęły „strzelające rury” i pojawiły się w to miejsce „lufy”, ale w dalszym ciągu mamy „zestrzelone” czy „leżące” czołgi. Wciąż niemieckie „Herres Gruppe” tłumaczone jest jako „Grupa Wojsk” zamiast „Grupa Armii”.

Mimo to książka jest wartościowa i, tak jak w przypadku wcześniejszej pracy Carella, uważam, że wśród polskich historyków niedoceniana lub lekceważona.

Konkludując, książka z pewnością słabsza od „Operacja Barbarossa”, ale również warta przeczytania. Przy lekturze należy koniecznie pamiętać o ograniczeniach, z jakimi przyszło autorowi się skonfrontować.

Moja ocena 4- (3,85)/6

Książka jest dostępna w większości księgarni.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s