NARZĘDZIA MROKU – Alfred Price

narzedziamroku

Wydawnictwo Dolnośląskie w 2006 roku oddało do rąk czytelników książkę Alfreda Price’a pt. Narzędzia mroku. Historia walki radioelektronicznej 1939-1945. Nie jest to nowa pozycja. Pierwsze wydanie w Wielkiej Brytanii ukazało się 50 lat temu. W mojej ocenie nie straciła jednak nic na aktualności. Przede wszystkim dlatego, że autor był oficerem RAF-u w czasie II Wojny Światowej latającym na bombowcach. Doskonale więc zna opisywane w książce urządzenia, a używane przez samoloty podległe Bomber Command.

Pozycję zakupiłem zupełnie przypadkowo, kilka lat temu w namiocie z tanią książką nad morzem. Sięgnąłem po nią niedawno, zachęcony przez Kolegę, by zagrać z synem w grę planszową GMT Bomber Command (traktującą o nocnych nalotach RAF na Niemcy w latach 1943-1945). Czytając instrukcję do gry (przekład autorstwa Kolegi – Andrzeju serdecznie pozdrawiam 🙂 ) umilałem sobie czas lekturą Narzędzi w mroku.

Polskie wydanie liczy 330 stron, podzielonych na słowo wstępne (autorstwa sir Roberta Cockburna), podziękowań, prologu i czternastu rozdziałów. Dodatkowo zawarto na końcu aneksy dotyczące najważniejszych naziemnych radarów niemieckich i japoński, stopni lotniczych oraz słowniczek terminów związanych z tekstem. Tłumaczenie jest świetne, wykonane ze znajomością rzeczy. W jednym przypadku doszło do niefortunnego przekręcenia imienia dowódcy Bomber Command (w tekście pojawia się Andrew zamiast Arthur). Tekst opatrzono również ponad 20 czarno-białymi ilustracjami oraz rysunkami. Zamieszczono także kilka mapek.

Bardzo trudno pisać o książkach dobrych. Ta jest fascynująca. Nigdy za bardzo nie interesowałem się mocno lotnictwem, ale po prostu podczas lektury czuje się profesjonalizm autora. Albert Price zaczyna swoją opowieść od lotu sterowca LZ130 (brat bliźniak słynnego Hindenburga) wzdłuż wschodniego wybrzeża Wielkiej Brytanii celem zbadania jej przestrzeni radiowej. Niemcy, dysponujący radarem, szukali wiązek radiowych podobnych urządzeń u Brytyjczyków. Oba mocarstwa dysponowały stacjami radiolokacyjnymi, ale o posiadaniu radaru u przeciwnika nie wiedziały. Następnie opisuje po kolei, jak Brytyjczycy i Niemcy prześcigali się w walce radiologicznej. O ile wiedziałem, że wbrew obiegowej opinii na początku wojny (lata 1939 -1941) przewaga leżała po stronie Niemców, to nie wiedziałem, że z początkiem wojny była ona aż tak znaczna. Niemcy nie dość, że dysponowały radarami dalekiego zasięgu, to ich okręty zostały jeszcze przed wojną wyposażone w radary artyleryjskie Seetakt. Brytyjczykom udało się to dopiero w 1941 roku. Price opisuje starania wyspiarzy zmierzające do zakłócenia działania urządzenia X Gerät, dzięki którym Niemcy mogli precyzyjnie bombardować cele bez ich widoczności. Autor zwraca uwagę w podejściu obu stron do kwestii oznaczania celów dla głównych wypraw. Niemcy robili to zbyt małą liczbą samolotów, co ułatwiało obronie mylenie sił głównych przez różne akcje pozoracyjne. W kolejnych rozdziałach przedstawiono powstanie i rozwój niemieckiej linii Himmelbet, kolejne doskonalenia radarów Freya i Würzburg, współpracę z nocnymi myśliwcami. Z drugiej strony zaprezentowano formy zakłócania działania tego systemu.  Nie wiedziałem, że aby wiedzieć jak działa Würzburg, konieczny stał się rajd na wybrzeże Francji (komandosami brytyjskimi dowodził mjr John Frost („specjalista” od mostów – zdobywał Most Primsole i most w Arnhem). Opis tej akcji (Operacja Biting) jest bardzo plastyczny i pokazuje skalę problemów, z jakimi musiała zmagać się niewielka bądź co bądź jednostka na wrogim wybrzeżu. Szczególnie ciekawie prezentuje się sprawa Window – zakłócania pracy radiolokatorów za pomocą specjalnie pociętych pasków folii aluminiowej zrzucanych przez samoloty brytyjskie w odpowiedni sposób. Nie miałem pojęcia, że Niemcy także pracowali nad tym rozwiązaniem! Nazwali tę metodę Düppel (dipol). Na osobisty rozkaz Göringa prace zostały jednak przerwane. Zaskoczenie wywołane tą metodą zakłócania pracy stacji radiolokacyjnych pozwoliło na osiągnięcie wielkiego sukcesu w Operacji Gomorrah. Opisy wybranych operacji, wspomnienia lotników, uczonych, specjalistów czynią lekturę bardzo strawną i jeszcze ciekawszą.

Niejako na uboczu głównego nurtu narracji pozostają Amerykanie i Japończycy. O potencjale USA nie ma się nawet co rozpisywać. Wiadomo, że był ogromny. Natomiast zaskoczony byłem, iż Japończycy posiadali stacje radiolokacyjne już w 1942 roku. Pierwszą Amerykanie zdobyli na Guadalcanalu. Jak zauważono, była ona bardzo prymitywna. Do końca wojny Japończycy pozostawali w dziedzinie radiolokacji daleko w tyle za Aliantami do końca wojny. Amerykańskie bombowce bez obaw mogły wykonywać misje bombowe nad Japonią, mimo wykrywania sygnałów stacji radiolokacyjnych.

Generalnie jest to książka świetna. Mimo upływu półwiecza od pierwszego wydania, jak dla mnie jest zupełnie wystarczającym źródłem informacji. Tym bardziej, że podobnej pozycji nie znalazłem w języku polskim. Wszystkim fascynatom lotnictwa gorąco polecam.

Moja ocena 5/6

Książka dostępna w drugim obiegu lub w „tanich księgarniach”.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s