AAR z Battle of Fontenoy

 

Na blogu mojego Kolegi – Igora pojawił się AAR z gry w Battle of Fontenoy ze stajni Clash of Arms.

Zachęcam do odwiedzenia blogu Kapitana Bomby i zapoznania się z tym dwuczęściowym, plastycznym opisem zmagań koalicyjnego skrzydła z Francuzami Maurycego Saskiego.

http://kptbomba.com/2014/04/27/bar-fontenoy-atak-holendrow-raport-z-rozgrywki/

część pierwsza

http://kptbomba.com/2014/04/29/bar-fontenoy-atak-holendrow-raport-z-rozgrywki-cz-2/

i część druga.

Życzę miłej lektury 🙂

Reklamy

Fontenoy – Francis Skirne

Skończyłem niedawno czytać tę pozycję. Tytuł jest nieco mylący. Nie jest to bowiem monografia bitwy, lecz opis wojny między Anglią i jej sojusznikami a Francją. Oczywiście przede wszystkim z brytyjskiej perspektywy. Brytyjski punkt widzenia jest często dość irytujący. Autor, choć starań mu odmówić nie można, pisał jednak u schyłku epoki wiktoriańskiej, co emanuje wprost z kart książki. Wszak nad Imperium nie zachodziło wówczas Słońce.

Książka zawiera 207 stron formatu B5, kilkanaście zdjęć i kilka map. Generalnie strona „wizualna” jest w pracy najsłabsza. Oprawa jest twarda.

Mimo tych wad praca zawiera mnóstwo ciekawych informacji. Mamy opis armii francuskiej i brytyjskiej, ich organizacji, dowódców itp. Na szczególną uwagę zasługują biogramy dowódców angielskich. Autor bowiem nie stroni od cierpkich uwag na temat wielu z nich. Wartościowym elementem jest dokładny opis brytyjskich pułków i krótka historia ich powstania. Skirne pokusił się także o próbę ustalenia liczebności wojsk. Jest to istotne szczególnie dla Brytyjczyków, którzy mieli ograniczone możliwości uzupełniania wojsk w trakcie kampanii.

Opis kampanii flandryjskiej zaczyna się bitwą pod Dettingen i kampanią marszałka Wade’a. Wszystkie bitwy, poza Fontenoy, opisane są bardzo schematycznie i zarazem powierzchownie. Poza jakimiś epizodami brytyjskiej chwały nic szczególnego w nich nie ma. Jest jednak mnóstwo innych ciekawych informacji jak choćby stan morale i dyscypliny, relacje między sojusznikami, stan „ducha” głównodowodzącego. Wszystko to, oczywiście, odnosi się do strony koalicyjnej. Jeszcze gorzej pod tym względem prezentują się starcia w innych częściach świata.

Opis tytułowej bitwy, wraz z zawartymi do niej przygotowaniami w rozdziale poprzedzającym relację z batalii, liczy ok. 40 stron. Trzeba przyznać, że angielski punkt widzenia został przedstawiony świetnie, choć nie ze szkodą dla sojuszników. Zdecydowanie gorzej rzecz się ma z perspektywą francuską, holenderską czy austriacką. Również sam opis bitwy koncentruje się na poczynaniach skrzydła brytyjskiego i francuskim działaniom przeciwko nie mu. Skirne’owi trzeba oddać sprawiedliwość, że opis ten jest plastyczny i dość szczegółowy, z wieloma odniesieniami do tekstów źródłowych. Zawiera liczne, taktyczne, smaczki (jak choćby atak Black Watch). Nie jest to jednak pełny opis bitwy.

Następne rozdziały koncentrują się przede wszystkim na działaniach operacyjnych, dotykając jedynie dwóch dużych bitew i to w stylu, o jakim wyżej wspomniałem. Rozdziały te są jednak niezwykle interesujące. Zawierają bowiem wiele cytatów, pokazując mentalność ludzi epoki.

Jest to jedyne znane mi opracowanie polskojęzyczne tematu. Uważam, że Wydawca zrobił dobry ruch decydując się na zainwestowanie w tłumaczenie tego leciwego, ale wciąż interesującego tekstu. Świadczy o tym fakt, że nakład książki wyczerpał się.

Moim zdaniem warto wydać te 60 zł na tę interesującą pozycję.

Ocena: 4,5/6

Floty Świata. Cesarstwo Japonii tom I. Pancerniki, lotniskowce, krążowniki

 

47 numer specjalny Okrętów wojennych rozpoczyna nową serję tego wydawnictwa – Floty Świata – encyklopedyczne kompedium na temat okrętów określonej floty, ujęte w zwartej formie.

Pierwsza część, autorstwa Oskara Myszora, wprowadza nas w świat japońskich wielkich okrętów, począwszy od utworzenia Nippon Kaigun ok. 1869 roku po jej kres w 1945.

Wydawnictwo zdecydowało się na książkową, z twardą oprawą, formę publikacji. Uważam, że to bardzo dobry pomysł. Pozycja, do której często się sięga, nie powinna „rozlatywać się w dłoniach” po kilkunastu sięgnięciach po interesujące nas informacje. Papier jest przeciętnej jakości, ale moje obawy o jakość zdjęć na nim, okazały się bezpodstawne. Książka liczy 264 strony, 188 czarno-białych zdjęć i 20 rysunków. Podzielona jest na wstęp i 24 rozdziały. Zdjęcia są naprawdę świetne, w większości pochodzące z miesięcznika „Ships of the World”.

Pełny spis treści:

Wstęp
Objaśnienia
Skróty
Stocznie
Wczesne pancerniki
Przeddrednoty
Semidrednoty
Drednoty
Szybkie pancerniki
Krążowniki liniowe
Okręty obrony wybrzeża
Lotniskowce
Lotniskowce przebudowane
Statki lotniskowe
Okręty-bazy wodnosamolotów
Pomocnicze okręty-bazy wodnosamolotów
Tendry wodnosamolotów
Transportowce samolotów
Krążownik nieopancerzony
Krążowniki pancernopokładowe
Krążowniki pancerne
Krążowniki pancerne/liniowe
Krążowniki ciężkie
Krążowniki lekkie
Krążowniki szkolne

Autor przedstawił podstawowe informacje o języku, abecadle, kalendarzu i liczebnikach japońskich, w tym transkrypcję. Skrótów jest bardzo dużo, ponad 150 (a może ok. 200? – nie liczyłem). Objaśnienia dotyczą typów, poszczególnych jednostek oraz ich danych taktyczno – technicznych (rodzajów tonażu, sposobów mierzenia długości etc.). Mamy również wykaz skrótów nazw stoczni. Cały ten system oznaczeń i skrótów jest rozbudowany. Nie jest to jednak zarzut, albowiem dzięki temu otrzymujemy bardzo dużo cennych informacji, która w innym wypadku zajęłyby więcej miejsca, a tym samym wpłynęłyby na objętość książki i jej cenę. Jedynie mam taki zarzut, iż wskazując w skrótach rodzaj pancerza, autor nie pokusił się o krótkie scharakteryzowanie różnic np między Harvey Steel a Ducol czy innym.

Esencją każdego encyklopedycznego zestawienia flot jest charakterystyka typów okrętów i jednostek wśród danych typów. Także na tym polu oczekiwania czytelnika powinny zostać zaspokojone. Autor zadbał bowiem o to, aby pokrótce przedstawić historię powstania projektu, wskazać nazwiska konstruktorów, często cenę inwestycji, przyczyny wyboru tej a nie innej stoczni itp. Każda z jednostek danej klasy i typu została omówiona począwszy od daty  położenia stępki po datę wodowania. Następnie otrzymujemy ogromną porcję informacji taktyczno – technicznych jak wyporność (lekka, standardowa, normalna, na próbach stoczniowych i pełna) zarówno w tonach metrycznych jak i imperialnych (o ile tonaż występował w tych drugich), wymiary, napęd (ilość i rodzaj silników, typ, ewentualnie producent, liczba i rodzaj kotłów, liczba śrub, moc, prędkości itp.), autonomiczność, uzbrojenie (ilość wież/kazamatów z liczbą dział, typem i długością w kalibrach), pancerz (rodzaj, grubość itp.), lotnictwo pokładowe, w tym rodzaj katapulty i samolotu (w przypadku lotniskowców skład grupy lotniczej), wyposażenie radioelektroniczne, inne wyposażenie oraz załogę. Oczywiście, wszelkie informacje zawierają uzupełnienia o modernizacje. KW przypadku każdego okrętu przedstawiono przebieg służby, oczywiście najważniejszych jej momentów wyznaczonych operacjami, uszkodzeniami i w końcu zatopieniem, przekształceniem, czy rozbrojeniem, Wielce ciekawą i pożyteczną inicjatywą jest wykaz dowódców jednostki wraz ze stopniem jak i okresem sprawowania dowodzenia. Jeśli dodamy do tych wszystkich informacji, encyklopedyczne omówienie takich klas okrętów jak: okręty bazy wodnosamolotów, tendry wodnosamolotów itp., jawi się nam bardzo dobry obraz największych okrętów Kaigun w czasach jej największej świetności.

Konkludując, książka świetna, zdecydowanie warta posiadania, w przystępnej cenie 39 zł. Dostępna w większości salonów Empik. Jest to absolutny must have dla pasjonatów flot wojennych doby do 1945 roku, a przede wszystkim tych, którzy cenią działania morskie na Pacyfiku.

Mam nadzieję, że wydawca nie zaniecha projektu i będzie kontynuował, wraz z p. Oskarem Myszorem, prace nad kolejnymi częściami dotyczącym Nippon Kaigun.

Ocena ogólna 5,5/6

Kwietniowe plany

Długo milczałem, jednak o blogu nie zapomniałem. W tym miesiącu chciałbym zamieścić na blogu dwie recenzje gier planszowych, dwie lub trzy recenzje książek, tekst historyczny i …. konkurs świąteczny z nagrodami. Szczerze mówiąc to chciałbym choć połowę z tego zrobić 🙂